Pamiątkowa pocztówka z wakacji 2013: Ostatni akt tego przedstawienia. Eye of the Tiger!

lewCzasem wydaje Ci się, że twe życie zmierza ku przepaści, że nic nie dzieje się tak jak zaplanowałeś. Wtedy właśnie uświadom sobie, że sam to wykreowałeś! To niby banał, ale dla wielu tzw. czarna magia. Gdy jednak to naprawdę zrozumiesz i poczujesz – jesteś u progu oświecenia. Wtedy zamiast widzieć problemy, porażki i smutki zaczynasz dostrzegać mega questy i Nowe Drogi jakie przed Tobą się otwierają!

To w zasadzie dziecinne proste. Ja mam swoją ścieżkę (nie o tej mówię ćpuny!;) Ja tylko natural od Mamusi Ziemi, he he) i dziele się wnioskami z podróży nią, bo może się to komuś może na coś przydać. Zaprawdę powiadam Wam: stare polskie powiedzenia są nadal aktualne! W biedzie poznasz PRAWDZIWYCH przyjaciół i odnajdziesz też prawdziwą miłość – najpierw do siebie, a dopiero potem w postaci lustrzanego odbicia kobiecego w tym holograficznym wszechświecie.
Przyjaźń i miłość dziś stały się wyświechtanymi niestety słowami bez wartości. Wielu kompletnie nie rozumie sensu i głębi uczuć, jakie za nimi się kryją. W sumie się nie dziwię, bo kto nam mówi czym to tak naprawdę jest? Ale nadchodzi czas odbudowy prawdziwego znaczenia tych treści i ich triumfu w tym świecie kłamstw, manipulacji, ego i perspektywy końca własnego nosa. A kto tego nie poczuje – parafrazując kolejne polskie powiedzenie – tego we dwa kije;). Nie no, po prostu będzie miał problem, by odnaleźć się w tym Nowym Świecie. No cóż, nie każdy odrabia zadania domowe, a wielu się jedynie wymądrza i frustruje oskarżając świat o własne niepowodzenia.
Znam wielu „szczęśliwych ludzi”  – właśnie w cudzysłowie. Och jacy oni są „szczęśliwi”! Ni grama nie widać tego w ich relacjach z otoczeniem, nie widać tego w ich oczach, nie emanują ciepłem i zrozumieniem, ale jak ich zapytasz – wszyscy są „szczęśliwi”… w cudzysłowie. Taaaaaaa……. Tu mi jedzie czołg. A najlepsze jest z tego to, że oni chcą swoją wersję „Szczęścia” wmawiać innym i promować w ten sposób zmieniając świat (?!?!?!)… To ja dziękuję i wysiadam na następnej stacji, na pewno będzie lepsza jakakolwiek od tego! Heh, nie no spoko – każdy ma swój świat i może się samobiczować – sado macho widocznie nadal ma swych amatorów, a niech im będzie!
Ja jednak wszystkim proponuję wreszcie wyjście poza cudzysłów i dotknięcie prawdziwego wewnętrznego szczęścia, a nie jego imitacji serwowanej przez uparte EGO. To czasem wymaga zabicia poprzedniej osobowości, co i ja uczyniłem. Mamo, zabiłem człowieka – przyłożyłem pistolet do jego głowy i teraz nie żyje… Tak – moja stara osobowość umarła, a ja narodziłem się na nowo, by być wolnym, prawdziwie wolnym.
Ten kolo właśnie z filmiku poniżej już nie żyje. Nie ma go już teraz. co prawda wiele z niego wówczas ciekawych treści z wnętrza duszy się przebijało, przebijało się jego prawdziwe ja, ale to wciąż był kokon. Nie te włosy, nie jeszcze ten język, nie ten styl i nie to zdecydowanie – choć blisko już było. Teraz jestem motylem – wolnym i kolorowym. Co prawda nie skaczę z kwiatka na kwiatek, ale piękne kwiaty i przyjazne zawsze doceniam😉. Posłuchajcie więc co Świętej Pamięci Mikuś (Panie, świeć nad jego ego) miał do powiedzenia zanim odszedł od nas na zawsze, albowiem mądrze prawił czasem:

kosmosrękaMoim mottem stały się już jakiś czas temu sławetne słowa piosenki Queen’ów z Bohemian Rhapsody, czyli:

I’m just a poor boy, I need no sympathy,
Because I’m easy come, easy go, little high, little low.
Anyway the wind blows
Doesn’t really matter to me, to me.
(Jestem tylko biednym chłopcem, nie potrzebuję współczucia,
Ponieważ łatwo przyszło, łatwo poszło, trochę wzlotów trochę upadków
Jak zawieje wiatr
To nie ma dla mnie żadnego znaczenia, dla mnie)
So you think you can stone me and spit in my eye,
So you think you can love me and leave me to die.
Oh, baby, can’t do this to me, baby,
just gotta get out, just gotta get right outta here.
Nothing really matters, anyone can see,
Nothing really matters,
Nothing really matters to me.
Anyway the wind blows.
(Więc myślisz, że możesz mnie ukamienować i splunąć w oczy?
Więc myślisz, że możesz mnie kochać, a potem zostawić na śmierć?
Och, kochanie, nie możesz mi tego zrobić, kochanie,
Po prostu muszę stąd wyjść, po prostu muszę się stąd wydostać.
Nic nie ma znaczenia, wszyscy to widzą
Nic nie ma znaczenia,
Nic nie ma znaczenia dla mnie.
Jakkolwiek zawieje wiatr.)

Aaaaaaaaa i jeszcze to jest muza dnia 3x:

1) Hearts on Fire – trening czyni mistrza, szczególnie jak masz czyste intencje i szczytny cel – bo Płonące Serca zawsze wygrywają z ciemnymi typami i kładą ich na deski! Tylko najpierw trza dobrze się przygotować i podczas treningu (świadomości) dać z siebie wszystkie soki. Czasem masz spartańskie warunki i tylko naturę wokół mieszkając w małej odosobnionej od znajomych chatce – ale jak się uprzesz i masz serducho – mięśnie przekujesz w żelazo, a umysł wyćwiczysz na termojądrowy procesor kwantowy. Dragooooooooooo!!! – Urwę ci ogona i obiję tę jaszczurzą mordę!!! Słyszysz?! Nadchodzę!!!!  
2) Burning Heart – płonące serce – Walka: cóż, czasem trzeba podjąć walkę dla samego siebie, by facet sam sobie coś udowodnił. Wbrew wszystkim, wbrew stukającym się w czoło, wbrew malkontentom i niedowiarkom, a czasem tchórzom. Czasem to wymaga samotnego zmierzenia się z własnym strachem i oddalenie się od bliskich, którzy nie rozumieją wagi Twej potrzeby zwyciężania. Duch, który Cię przenika i paliwo rozpalonego serca (miłość) sprawią, że na ringu spojrzysz przeciwnikowi prosto w jego gadzie ślepia i przyłożysz mu niezłą serię za każdy twój upadek. Za każdy jego cios on otrzyma dwa mocniejsze, by się nauczył, że z Rocky’m się nie zadziera.
3) Eye of the Tiger – Zwycięstwo jest dla tych, którzy mają w sobie oko Tygrysa. Jego moc jest nie do zatrzymania, nie do ujarzmienia. Nie czuje on strachu, a ból tylko go motywuje bardziej.
A potem już tylko okrzyk: Yo …….. (wypowiedzieć odpowiednie imię), I DID IT!!!

Mam talentironmanprezio3