Napisz swój artykuł – szukamy współpracowników!

Zachęcam wszystkich czytelników strony Czas Przebudzenia do pisania i przysyłania nam własnych przemyśleń i artykułów na tematy poruszane na tym blogu. Wszystkie ciekawe i merytoryczne znajdą tutaj swoje miejsce! Tym bardziej warto, że Czas Przebudzenia odwiedza dziennie już kilka tysięcy osób.
Szukamy także osób, które będą na stałe współpracować z Czasem Przebudzenia w postaci wyszukiwania, śledzenia i przesyłania nam newsów z tematyki jaką się zajmujemy.

Zapraszam serdecznie do współpracy!

Pozdrawiam!

 

Mikołaj Rozbicki

9 odpowiedzi na „Napisz swój artykuł – szukamy współpracowników!

  1. Renia pisze:

    Zanim przejdę do sedna tematu chciałabym wyjaśnić pokrótce dwa główne terminy występujące w powyższym tytule – mianowicie pojęcie „mit” i „dietetyka”.

    Czym właściwie jest mit? Z pewnością wszyscy często spotykamy się z tym terminem, ale nie bardzo zastanawiamy się nad jego znaczeniem.. Mit na ogół kojarzy się nam z czymś wyimaginowanym, baśniowym, albo z pojęciem z zamierzchłych czasów. Czy pokrywa się to z prawdą? Dalsze pytania, które się tutaj nasuwają to: czy mity przekazywane są jako fakty? Czy istnieją nadal – we współczesnych czasach? Czy powstają nowe?

    Wg Huberta Czachowskiego mit należy do najbardziej popularnych terminów końca XX wieku. Ekspansja tego pojęcia dotyczy zarówno sfer życia potocznego, jak i terenu nauki. W odniesieniu do społeczeństw nowoczesnych zakres słowa mit zostaje znacznie poszerzony. (…) Mitem określa się rodzaj symbolu rozwiniętego w formie opowieści, artykułującemu się w czasie i przestrzeni, które nie są tożsame z czasem i przestrzenią w sensie historyczno-geograficznym.” Natomiast Marian Golka pojęcie
    „mit” definiuje jako: „formę świadomości cechującą się subiektywnym poczuciem prawdziwości przy niemożliwości obiektywnego zweryfikowania zarówno stopnia tej prawdziwości jak i fałszywości. Stąd mieści się on poza kategorią prawdy i fałszu.”

    Drugim z kolei terminem, który chciałam zdefiniować dla potrzeb tego rozważanie, jest „dietetyka”. Według Wikipedii dietetyką nazywamy: „naukę, zajmującą się zasadami żywienia, biochemicznymi podstawami żywienia, psychologią żywienia i technologiami gastronomicznymi” . Potocznie uważa się, że dietetyka zajmuje się dietami, a te z kolei kojarzą się nam ze sposobem odżywiania, pozwalającym na zrzucenie zbędnych kilogramów, lub – zdecydowanie rzadziej – ze zmianą nawyków żywieniowych, wymuszonych tymczasową koniecznością, spowodowaną chorobą lub stanem pooperacyjnym.

    Przyjrzę się teraz naszemu podejściu do spraw dietetycznych, czyli mówiąc prościej – do sprawdzenia produktów, które zjadamy. Powszechnie panuje zgodna opinia, że istotny wpływ na nasze życie – głównie na stan naszego zdrowia – wywiera skład naszego pożywienia. Popularne jest powiedzenie: „jesteśmy tym co jemy”. Natomiast Herodot głosił; „że z potraw, które zjadamy powstają wszystkie choroby ludzkie” . Ale jak to jest w praktyce? Co zjadamy, albo – jak to często jest określane – „co wrzucamy na ruszt” żeby było smacznie i przede wszystkim, szybko? Powszechnie uważa się, że czas to pieniądz – lecz tutaj nasuwa się pytanie, czym w takim razie jest jedzenie? Czy tylko niezbędną do życia czynnością fizjologiczną, która musi być zaspokojona? Czy nieistotne jest to, czym ją zaspokoimy – byleby tylko na pewien czas odrzucić dyskomfort spowodowany uczuciem głodu? Kto tworzy mity dietetyczne?
    Do czego mają one służyć? Czy za tym kryje się coś interesownego, wyrachowanego..? Jak powinniśmy się odżywiać? Co na ten temat mówi nam oficjalna medycyna? Czy jej zalecenia są stałe – czy zmienne?
    Otóż obecna „piramida” zdrowego żywienia została opracowana w Stanach Zjednoczonych przez Departament Rolnictwa oraz Departament Zdrowia i Opieki Społecznej i jest zestawieniem zaleceń żywieniowym. Polscy dietetycy przystosowali ją do polskich warunków, wprowadzając niewielkie i niezbyt istotne zmiany zalecanych ilości porcji niektórych grup produktów. Podstawę Piramidy Zdrowego Żywienia i codziennej diety stanowią produkty zbożowe, których zaleca się spożywać około 5 porcji dziennie.

    Drugi poziom piramidy to cztery porcje warzyw i trzy porcje owoców. Trzeci poziom stanowi od dwóch do trzech porcji mleka i produktów mlecznych oraz jedną do dwóch porcji mięsa, ryb, jaj, nasion roślin strączkowych. Na samym szczycie tej piramidy znajdują się tłuszcze
    i słodycze, których spożycie powinno się ograniczać, a zalecanymi w małych ilościach tłuszczami – powinny być oleje roślinne.

    Tak wygląda obecnie zalecana „piramida zdrowia”:

    Uważam, iż nie trzeba być specjalistą w dziedzinie dietetyki, medycyny czy biochemii, aby zauważyć, że jest w niej bardzo dużo produktów zbożowych, które mają bardzo ubogą wartość odżywczą (niską zawartość witamin i składników mineralnych), a z kolei mała ilość produktów białkowych, zwłaszcza dla dzieci i młodzieży, których organizmy dopiero się kształtują i potrzebują spore ilości wartościowego białka do tworzenia nowych tkanek budulcowych (wiedziały już o tym nasze babcie). Czyżby specjaliści tego nie dostrzegali? Widać dokładnie „gołym” okiem, że obecne zalecenia dietetyczne i chude diety się nie sprawdzają. Diety kończą się najczęściej efektem jo-jo (po którym waga często przekracza poziom wyjściowy), a zalecenia dietetyczne powodują coraz większy przyrost osób z nadwagą. Wśród najmłodszych dzieci wystąpił już problem nadwagi i chorób cywilizacyjnych. Rośnie w zastraszającym tempie ilość osób chorych na cukrzycę i miażdżycę (pomimo prawie całkowitego odrzucenia tłuszczów zwierzęcych na rzecz roślinnych) – a otyłość stała się już nie tylko problemem medycznym – czy też estetycznym, ale olbrzymim problemem społecznym, który uważam za zbyt słabo naświetlany. Naukowcy „coś” zaczynają oficjalnie dostrzegać i „już” pojawiają się próby modyfikacji obecnej piramidy zdrowia. Są to dopiero nieśmiałe próby…

    Nowa ”piramida zdrowia” dużo nie różni się od poprzedniej – jednak na wzór Amerykanów (przypuszczam, że jest to spowodowane walką z powszechnie panującą tam nadwagą) – dodano, jako nową podstawę – aktywność fizyczną. Z pewnością jest to posunięcie prozdrowotne – tylko czy wystarczające?

    O ile w obszarach nauk technicznych można zaobserwować ogromny postęp, o tyle dietetyka zdaje się nadal tkwić w pełnych czarownic mrokach średniowiecza. Oficjalne zalecenia w zakresie żywienia, pod którymi podpisują się autorytety, są nierzadko sprzeczne z faktami znanymi w naukach podstawowych. Nauka z zakresu zagadnień dietetycznych, na studiach medycznych, ogranicza się do koniecznego minimum i zepchnięta jest na margines wiedzy medycznej – jako mało istotna dla zdrowia. W ogóle profilaktykę zdrowotną, jak i szeroko pojętą higienę życia, w ostatnich latach zlekceważono.

    Całą nadzieję na poprawę stanu zdrowia społeczeństwa zaczęto dopatrywać się w produkcji nowych leków. Media reklamują suplementy diety i leki – jako specyfiki niezbędne do utrzymania zdrowia i dobrego samopoczucia. Praktycznie nie dba się o wyeliminowanie przyczyn, chociażby podstawowych chorób, a „leczenie” polega głównie na łagodzeniu ich objawów. Medycyna w większości chorób podaje, że etiologia ich jest nieznana – nie upatruje źródła choroby w nieprawidłowym odżywianiu, nie zaleca zmiany diety przy wystąpieniu różnych schorzeń, nie zauważa związku między zmianą nawyków żywieniowych, a nasileniem się chorób cywilizacyjnych. Przyczyn chorób – ba, nawet otyłości, upatruje się w genach – jakby człowiek nagle w ostatnim stuleciu przekształcił się genetycznie – co w skali okresu istnienia życia człowieka na ziemi, wydaje się absurdalne…

    Wrócę raz jeszcze do tematów mitów dietetycznych. Jak każde mity, powtarzane wielokrotnie, stały się obowiązującą „prawdą”. Hasła takie jak: „tłuszcz jest szkodliwy”, „długość życia zależy głównie od genów”, „owoce są najlepszym źródłem witamin” i wiele innych – przyjęto za fakt.

    Najpopularniejszymi, utartymi mitami żywieniowymi są;

    – człowiek jest istotą roślinożerną

    – pokarmy zwierzęce są ciężkostrawne

    – tłuszcz roślinny jest zdrowszy od tłuszczu zwierzęcego

    -spożywanie cholesterolu powoduje miażdżycę

    – warzywa i owoce są łatwo przyswajalne i bogate w składniki odżywcze

    – podstawą diety powinny być węglowodany

    Przy powyższych mitach nie wymieniłam tego, że jakoby margaryna była zdrowsza od masła, gdyż został on niedawno oficjalnie obalony. Ale co z pozostałymi? Czy zależy komuś na tym, aby ich nie weryfikować? Kto – ewentualnie – mógłby stracić na ich zdementowaniu? Czy powyższe mity są faktami? Zacznę może kolejno od pierwszego: jakoby człowiek z natury był roślinożerny.. Aby zbadać naturę człowieka najlepiej przyjrzeć się obecnym plemionom „dzikich”, których życie najbardziej przypomina życie naszych praprzodków. Istotne jest to, czy istnieją takie plemiona, które odżywiają się wyłącznie pokarmem roślinnym? Czy istnieją ludy wegetariańskie? Okazuje się, że nie ma takich. Podstawą jedzenia wszystkich „dzikich” społeczności jest mięso – a co za tym idzie – głównym i najważniejszym ich zajęciem jest polowanie.

    Jako potwierdzenie tego stwierdzenia przytoczę tutaj fakt, iż na wykładzie z „Metodologicznych problemów badan antropologicznych” w „naszym” Uniwersytecie Gdańskim, profesor Wojciech Bęben – w odpowiedzi na moje w tym temacie pytanie – powiedział, że wśród badań sporej ilości ludów prymitywnych – praktycznie na całym świecie – nigdzie nie zetknął się z plemieniem roślinożernym, wręcz odwrotnie, we wszystkich nierozwiniętych kulturach, spotyka się spożywanie mięsa już od najmłodszych lat – mięso jest podstawą całego jedzenia. Czyli pierwszy mit nie ma potwierdzenia w praktyce. Nawet budowa zębów człowieka – jak i przewodu pokarmowego, dużo bardziej zbliżona jest do zwierząt mięsożernych, niż roślinożernych (u zwierząt roślinożernych długość układu pokarmowego jest kilkakrotnie większa).

    Następny mit mówi, że pokarmy zwierzęce są ciężko strawne. W podstawowych książkach z których korzystają studenci na studiach medycznych (np. „Biochemia” Harpera) uczą, iż białko zwierzęce jest bardziej wartościowe od białka roślinnego i łatwiej przyswajalne. Nie od dziś wiadomo, że surowe warzywa i owoce są ciężkostrawne i np. przy dolegliwościach układu pokarmowego, czy po operacjach, nie są zalecane.

    Przechodząc do następnego mitu należałoby zadać pytanie; czy na pewno tłuszcz jest szkodliwy? Nasi przodkowie spożywali praktycznie tylko tłuszcz zwierzęcy – a choroby takie jak miażdżyca, czy cukrzyca – nie były im znane. Tłuszcz roślinny, a raczej jego produkcja, jest wynalazkiem człowieka ostatnich czasów. Zatem, czy zalecane wprowadzenie tłuszczu roślinnego, zamiast dotąd stosowanego zwierzęcego, przyniosło spodziewane rezultaty? W USA praktycznie zakup słoniny stał się niemożliwy – takie „niezdrowe” tłuszcze są tam po prostu wyrzucane – ludzie nie chcą go za nawet darmo.. boją się utyć, albo zachorować na miażdżycę. A jaki jest tego skutek? Odwrotny od zamierzonego. Rząd USA przeznacza sporą część budżetu na walkę z otyłością, lecz nie zmienia kierunku polityki żywieniowej. Stale „pcha drzwi” w jednym kierunku – z coraz to większą siłą – nie próbując leciutko pchnąć je w stronę przeciwną.

    Obecną fobię cholesterolową opisał w swojej książce prof. dr. hab. med. Walter Hartenbach, specjalista w dziedzinie chirurgii. Pisze on, że w trakcie jego kilkudziesięcioletniej pracy badawczej, nie udało mu się znaleźć zależności między stężeniem cholesterolu we krwi a rozwojem miażdżycy. W swojej książce próbuje uchronić potencjalnych pacjentów od psychozy strachu, wywołanej przez zdeklarowanych „przeciwników cholesterolu”. Pragnie oszczędzić im niepotrzebnych obaw i niepokoju oraz uchronić przed poważnymi problemami zdrowotnymi, np. większą zapadalnością na raka i choroby cywilizacyjne. W tej książce profesor Hartenbach wyjaśnia największe zagrożenie dotyczące stosowania leków obniżających cholesterol oraz dokładnie tłumaczy istotne znaczenie cholesterolu oraz jego korzystny wpływ na ludzki organizm. Udowadnia, że powszechnie występujące schorzenia, takie jak miażdżyca czy zawał serca, nie mają nic wspólnego z podwyższonym cholesterolem. Autor pisze również, iż przypisywane przez lekarzy leki na obniżanie poziomu cholesterolu we krwi, oznaczają olbrzymie zyski dla firm farmaceutycznych oraz dla lekarzy – jak również dla producentów żywności „dietetycznej”.

    Z wymienionych powyżej mitów żywieniowych, nie został jeszcze omówiony ostatni, który mówi, że jakoby węglowodany powinny zajmować podstawowe miejsce w naszej diecie. Jakie rzeczywiście miejsce w naszej diecie powinny mieć węglowodany? Mówi się o tym, że w społeczeństwach, które obecnie mają największą ilość zawałów, wzrosło znacznie spożycie tłuszczu. Nie zwrócono uwagi jednak na fakt, iż – równolegle w tym samym okresie – znacznie wzrosło tam spożycie węglowodanów: w tym cukru, mąki i słodyczy. Ludy, które jedzą dużo białka i tłuszczu, a małą ilość węglowodanów, nie cierpią na choroby cywilizacji. Wydawałoby się, że dieta Eskimosów powinna być klasycznie degeneracyjna. Tak jednak nie jest. Choroby cywilizacji pojawiły się u Eskimosów dopiero od niedawna -od kiedy zaczęli oni jeść mąkę i cukier.

    Naród amerykański, który ma niesłychaną obsesję na punkcie dietetyki, zbudował prawdziwy przemysł żywieniowy. W żadnym innym kraju na świecie nie ma tylu lekarzy specjalizujących się w odchudzaniu, trenerów aerobiku, fitness, autorów cudownych diet oraz wydawców i dziennikarzy z tym przemysłem związanych. Jednocześnie nigdzie na świecie nie widuje się tylu otyłych ludzi na ulicach. Często producenci wytwarzają taką żywność, na której da się najwięcej zarobić, a nie taką, która byłaby zdrowa dla ludzi. Oczywistym jest fakt, iż żywność szkodliwą wytwarza się tanio i również tanio można ją przetwarzać. Producenci takiej żywności zarabiają krocie – co pozwala na przeznaczenie sporej części dochodu na reklamę swoich produktów.

    Przez takie działania zaczynamy wierzyć, że np. margaryna jest zdrowsza od masła, a olej jest zdrowszy od smalcu. Wydaje się logicznym, że produkty pochodzenia naturalnego są zdrowsze, od tych, które sztucznie wytworzył człowiek. Jednak reklama jest potężną siłą i zmienia nasz światopogląd. Często jesteśmy zdezorientowani i sami nie wiemy już co kupować, żeby zdrowo się odżywiać. Nasze zapotrzebowanie na produkty spożywcze kształtuje w znacznym stopniu reklama i marketing, które to przekonują nas, w sposób niezwykle sugestywny, do słodkich napojów, cukierków, chipsów, ciastek i innych słodyczy.

    Tłuszcz zwierzęcy obecnie uważany jest za jedną z przyczyn chorób cywilizacyjnych – w tym również otyłości – pomimo, iż praktycznie nie ma go w diecie „cywilizowanego” człowieka. Samo zatem nasuwa się pytanie: kto tworzy mity żywieniowe? Czy to jest celowe wprowadzanie świata medycznego ( i nie tylko medycznego) – w błąd? Nasuwają mi się obawy, że opinie tzw. czynników decydujących o ujawnieniu i interpretacji wyników badań, ( zlecanych najczęściej przez dysponujące potężnymi
    kapitałami koncerny farmaceutyczne) nie są bezstronne. Powszechnie wiadomym jest fakt – jak wielki wpływ wywierają decydenci na wyniki badań, jak również na wykorzystanie ich.

    Stopniowo niektóre mity żywnościowe są przez niektórych naukowców weryfikowane. Np. w listopadzie bieżącego roku, niemiecka gazeta Bild Zeituq podała „odkrywczy” artykuł o roli tłuszczów zwierzęcych w diecie człowieka. Wyjaśnia w nim, iż masło, śmietana, gęsi, a przede wszystkim jajka są zdrowsze, niż do tej pory powszechnie sądzono. Zwraca uwagę na fakt, że pomimo tego, iż obecnie spożywa się coraz mniej tłuszczu – ludzi otyłych stale przybywa. Artykuł w tej gazecie podaje ponadto, że nie jest prawdą, iż margaryna jakoby była lepsza od masła i że do tej pory nikt tego nigdy nie udowodnił. Informują także, że tłuszcze zwierzęce podwyższają dobry cholesterol HDL, a węglowodany go obniżają. Tutaj korci mnie bardzo, aby sobie samej zadać pytanie – po co jadłam przez prawie 20 lat margarynę, skoro znacznie bardziej smakowało mi masło? Dlaczego naukowcy twierdzą, że ludzie się mylili w ocenie tłuszczów i jajek, skoro to oni sami te „mity” rozpowszechniali.

    Aż trudno uwierzyć jak olbrzymi wpływ na nasze życie mają „odkrycia” naukowców i propaganda medialna. Jest rzeczą oczywistą, że tłuszcz w pożywieniu towarzyszył człowiekowi od czasów prehistorycznych. Dopiero w latach 50 – tych ubiegłego wieku, kiedy to amerykański lekarz, w przeprowadzonych przez siebie badaniach, „udowodnił”, że tłuszcz, a zwłaszcza cholesterol, jest szkodliwy dla człowieka. W tą rewelację uwierzył, nie sprawdzając jej dokładnie, wkrótce cały świat.

    Tylko nieliczni lekarze i naukowcy, a wśród nich nasz rodak lek. med. Jan Kwaśniewski, mieli odwagę twierdzić wręcz coś przeciwnego. Doktor Kwaśniewski poszedł jednak dalej niż inni. Opierając się na studiach dotyczących sposobu żywienia dawnych ludzi, plemion żyjących na wolności, a także na podstawie własnych badań i obserwacji sformułował wzór optymalnego odżywiania się człowieka, czyli proporcje podstawowych składników pokarmowych: białka, tłuszczu i węglowodanów , jakie powinny być zawarte w pożywieniu każdego człowieka. Podał też jakie rodzaje produktów nadają się do spożywania przez człowieka, a także te, których powinien się on wystrzegać. Ten określony sposób odżywiania doktor Kwaśniewski nazwał Żywieniem Optymalnym. Polega on głównie na jedzeniu pokarmów zwierzęcych: jaj, mięsa, tłuszczów – w wyznaczonych proporcjach – z jednoczesnym drastycznym ograniczeniem spożycia cukrów, mąki i owoców. Wyjaśnił także przyczynę powstawania chorób, zwłaszcza tzw. chorób cywilizacyjnych trapiących ludzkość w ostatnich czasach, szczególnie w „państwach rozwiniętych” – a także podał sposoby ich leczenia i zapobiegania.

    Dr Kwaśniewski przez wiele lat na próżno starał się o upowszechnienie swoich odkryć. Wciąż napotykał i napotyka nadal, zwartą, wrogą postawę środowisk lekarskich. Choć przeprowadzono badania, które potwierdziły jego założenia, oficjalna medycyna nie chce uznać opracowanej przez niego teorii. Wiele autorytetów potępiło ją, nawet jej nie sprawdzając – opierając się jedynie na przyjętych w medycynie dogmatach. Teoria ta, sprzeczna z głoszonymi powszechnie zasadami dietetyki, jest bowiem potężnym zagrożeniem dla tytułów naukowych, stanowisk, posad, autorytetów. Dowodów na prawdziwość teorii dr Kwaśniewskiego, na skuteczność modelu żywienia optymalnego, dostarczają setki tysięcy ludzi, których wyleczył z chorób uznawanych za nieuleczalne przez współczesna medycynę – takich jak: cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie, choroba Buergera, choroby zwyrodnieniowe i inne.

    Podjęłam się rozważań na temat mitów dietetycznych, gdyż – jak zresztą większość ludzi cywilizowanych państw – przyjęłam je jako niepodważalną prawdę i dokładnie przestrzegałam. Poskutkowało to u mnie powstaniem licznych chorób, na które medycyna konwencjonalna nie miała leku – jedynie mogłam lekami uśmierzać objawy chorób – co oczywiście nie odbywało się bez skutków ubocznych. Dopiero zapoznając się z powyżej opisaną Dietą Optymalną i zastosowaniem jej zasad, w krótkim czasie pozbyłam się dręczących mnie chorób (Hashimoto, nerwica i arytmia), jak i przy okazji pozbyłam się zbędnym kilogramów. Poznałam również sporo ludzi (w arkadiach zdrowia, które leczą tym sposobem odżywiania – jest ich w Polsce kilkanaście) wyleczonych z chorób nieuleczalnych przez oficjalną medycynę (głównie są to cukrzyce, miażdżyce, stwardnienie rozsiane, choroba Leśniewskiego – Cohna i inne).

    Podsumowując powyższe zagadnienia, dodam jeszcze, że nasuwają mi się takie przypuszczenia, że mity żywieniowe, nie są jakimiś zakorzenionymi przesądami, czy opowieściami przekazywanymi spontanicznie przez mało zorientowane w sprawach żywieniowych osoby – lecz, że jest to celowe tworzenie ich przez instytucje mające dochody z takiej polityki. Zaliczają się do nich głównie koncerny farmaceutyczne, które mają decydujący wpływ na wyniki badań jak i ich profil. Na pewno czas zweryfikuje powyższe przypuszczenia, jednak – głównie dla dobra niepotrzebnie chorujących – uważam, że dobrze byłoby, aby stało się to jak najszybciej. Nasuwa mi się tutaj taki wniosek dotyczący współczesnych mitów, iż powstają one obecnie w znacznie większej ilości niż dawniej i w dużo szerszym zakresie. Wykorzystują je producenci żywności, artykułów przemysłowych, politycy (zwłaszcza przed wyborami tworzą mity oczerniające lub ośmieszające przeciwnika politycznego), traktując mity jako skuteczne narzędzie reklamy i marketingu – jak również jako skuteczną broń do walki z konkurencją.

    Regina Ciereszko

  2. Anonim pisze:

    UFO NIE ISTNIEJE TO TYLKO MATRIX

  3. Samara pisze:

    Dopiero w tej chwili , w trakcie szukania innych informacji, znalazłam Twój artykuł. Mam koleżankę, która znalazła się dokładnie w takiej samej sytuacji. Zachowuje się dokładnie w ten sam sposób i nie chce inaczej. Każde zdarzenie, każde podjęcie decyzji
    konsultuje na cmentarzu ze swoim zmarłym (półtora roku temu) mężem, którego odwiedza raz lub dwa razy dziennie.
    Tworzy legendę o jej wspaniałym, wręcz niespotykanym na tej Ziemi związku. W coraz bardziej wyrafinowany sposób maluje historię tego związku i rozmiary jej nieszczęścia,sprawiając, że środowisko (90% kobiet) zaczęło odczuwać coś w rodzaju poczucia winy za tę jej krzywdę. Wykorzystując te okoliczności, wspaniale manipuluje większością ludzi, z którymi ma do czynienia, angażując ich w realizuję swoich celów.
    Dość często się nią spotykam i widzę, jak cudownie daje sobie radę, bazując na tej wykreowanej przez siebie postaci pokrzywdzonego przez los anioła.
    Widzisz więc, że bajki są różne.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Samara

  4. Anetka pisze:

    Witaj siostro!
    Obserwujesz siebie i otaczajcy Cię świat. To pierwszy i niezwykle ważny krok do wyzwolenia. Jednak wciaż patrzysz przez pryzmat włąsnego filtra, własnych przekonań, programów podświadomości, czy jak tam chcesz jeszcze to nazwać. Pora już odkryć tą zasłonę i popatrzeć jak to wygląda naprawdę.
    Świadomie chcesz spotkać dobrego człowieka a spotykasz takiego, który robi Ci przykrość. O czym to świadczy? Że mylisz się w swojej ocenie i ludzie jednak są źli?
    Nie! To świadczy tylko o tym, że zapis w Twojej podświadomosci na ten temat jest inny i tam masz wgrane to co sama napisałaś:
    – ” …są oni zakłamanymi ,niesprawiedliwymi i ciemnymi oraz bezrozumnymi ludźmi ”
    – ” …ludzi bez zasad i honoru ,kłamców ,lichwiarzy i niewdzięczników”

    To jest w Tobie. I tylko zrozumienie tego mechanizmu i zastąpienie podświadomych przekonań korzystnymi dla Ciebie spowoduje, że będziesz tych dobrych ludzi spotykać na swojej drodze życia. Świadomość i podświadomość kłócą sie ze sobą, nie ma tam jedności.
    To droga niełatwa do zaakceptowania, że nikt inny nie jest odpowiedzialny za nasze życie, tylko MY sami. Wszystko, co nas w życiu spotyka jest w nas i z nas. A że nie jesteśmy tego świadomi, czy to nas usprawiedliwia? Jeśli tylko raz dotrze do Ciebie informacja, że to jest w Twoich rękach, nie ma usprawiedliwienia. Teraz już wiesz a co z tym zrobisz to już Twój wybór. W pozadualistycznym postrzeganiu i tak nie ma to znaczenia, po prostu doświadczasz, po prostu wybierasz. Lecz z punktu widzenia Ciebie, jako jednostki, która chce żyć radośnie, na pewno ma znaczenie i to niemałe jak przeżyjesz swoje życie. Czy świadomie je kreując, czy też będąc ofiarą okoliczności i innych ludzi?
    Ja wiem, że Ty naprawdę odczuwasz odrzucenie, lęk, pogardę, nienawiść i inne pochodne uczucia i emocje. I, że to trudne. Tylko, że skrzywione spojrzenie polega na tym, że za to odczuwanie obarczasz winą innych ludzi. A tak naprawdę jest taki aspekt Ciebie, który stymuluje innych do takiego Ciebie traktowania. Absolutnie nie chcę powiedzieć, że to Twoja wina. Nie ma tu niczyjej winy. To są proste mechanizmy! Tak to działa i nie ma w tym niczego tajemniczego.
    Obecne w dzisiejszych czasach energie w sposób wyjątkowy wspomagają budzenie się z tej iluzji i rozszerzanie świadomości, dlatego naprawdę warto skorzystać. Nagroda może przejść najśmielsze oczekiwania i jest bez wątpienia od wszelkich oczekiwań daleka.

    Pozdrawiam i życzę Ci determinacji.

  5. siostra pisze:

    Życie każdego człowieka na ziemi może być testem dla ludzi deklarujących że podstawą ich egzystencji są wartości chrześcijańskie .Każde zdarzenie w trakcie pobytu tutaj, może potwierdzać tą tezę lub jej przeczyć.Życie moje od samego dzieciństwa weryfikowało te deklaracje ,opowiadania ludzi jak to oni kochają Boga i bliźniego.Doświadczyłam na własnej ,,skórze,, czy kierują się oni w życiu prawdą ,miłością ,empatią ,wyrozumiałością ? To że ciężko zachorowałam wśród serdecznych przyjaciół ,jest dowodem na nieprawdziwość ich słów i zapewnień ,że są ludźmi uczciwymi prawymi i mądrymi.Scenek z życia świadczących o tym ,że wręcz przeciwnie ,są oni zakłamanymi ,niesprawiedliwymi i ciemnymi oraz bezrozumnymi ludźmi ,było tyle ,ze serce moje zostało poranione ,tysiącami ukłuć ,zadrapań i ran .Niektóre z tych scen były tak nieprzyjemne ,podłe ,bezwzględne że tylko wrodzona skromność i wiara w mądrość innych ludzi pozwoliła mi żyć w jako takiej równowadze .Stykając się z ludźmi wyjątkowej głupoty ,podłości ,bez rozumności ,miałam zawsze na uwadze ,ze to nieliczne wyjątki ,że to przypadkowe zdarzenia a większość ludzi to dobrzy i mądrzy oraz przyjacielscy towarzysze życia .Jednak iluzje piękna ludzkich postaw uległy z czasem zniszczeniu i ukazało mi się wszystko w prawidłowym obrazie .Ujawniła się bolesna prawda ,prawda nie do przyjęcia ,co wzbudziło we mnie wiele cierpienia ,żalu i łez .Wspomnienia budzą tak wiele goryczy ,sprzeciwu a nawet obrzydzenia że trudno przejść nad tym do porządku .Przeżyłam tyle głupoty ludzkiej ,zadufania w sobie ,bagien moralnych i lekceważenia sobie zasad współżycia społecznego ,przebywałam wśród ludzi bez zasad i honoru ,kłamców ,lichwiarzy i niewdzięczników co doprowadziło mnie do rozregulowania systemu nerwowego.Już w wieku 16 lat zaczęłam się trząść ,ręce drżały mi bez przerwy ,chociaż starałam się to ukryć ,to jednak powodowało to jakiś dyskomfort mojego życia .Wydawało mi się to bardzo wstydliwym objawem ,jednak to był dopiero początek tragedii jaka miała wydarzyć się w moim życiu .Wszystko co przeżyłam w trakcie kontaktu z ludźmi wytrzymałam w milczeniu ,cierpliwie dzień po dniu mając wiarę ,że to jakieś przypadki lub pomyłki .Często czyjeś podłe zachowanie zatykało mnie tak ,że zapominałam języka w ustach .Byłam zdziwiona i nie dowierzałam ,że tak może zachowywać się człowiek ? Uśmiechałam się zawsze ,dzisiaj nie wiem dlaczego? Myślę jednak ,że był to uśmiech bezradności ,że pokrywałam nim swoje zakłopotanie i bezsilność .Jednak często czułam w swoim sercu przygnębienie,smutek i było mi na świecie źle. Po paru dniach zapominałam jednak o przykrościach i z nową nadzieją i radością uczestniczyłam w życiu społecznym i towarzyskim .Widocznie jednak nieprzyjemne uczucia nawarstwiały się i z czasem zabrakło miejsca na upchnięcie kolejnych przykrych wydarzeń .W końcu z mojej wielkiej miłości do ludzi nie pozostało wiele,została gorycz ,cierpienie ,ból i żal .Myślę że wielu jest takich osób jak ja ,na starość płaczą i cierpią strasznie ,nikt nawet nie wie dlaczego ? Może nawet ,ci sami ludzie tego nie wiedzą ?Wielu osobników na świecie to żmije jadowite ,węże oślizgłe i nieprzyjemne oraz zakłamane psy .To tyle cech które można spokojnie ujawnić tutaj ,są jednak cechy tak okrutne i straszne ,że pisać nie będę , aby ktoś nie oskarżył mnie o nienawiść i nie sprawiedliwość .Jeżeli byłabym chodzącym testem dla ludzkości ,czy posiadają kochające serca ,wynik byłby tragiczny,myślę że ,,mierny ,,to wszystko na ile mogłabym ich ocenić .Dlatego przejście naszej cywilizacji na wyższy poziom rozwoju ,uważam za mocno zagrożone .

  6. E.T. pisze:

    Artykuł od E.T.
    Już Lem zauważył , że ilość informacji (książek sci-fi w jego konkretnym przypadku) rośnie szybciej, niż możliwości ich czytania (kursy szybkiego czytania… oceń czytelniku). Wynika z tego, że powinniśmy poświęcić więcej czasu na czytanie, niż pisanie książek, bo jest nas już 7.000.000.000 (w zasadzie ownoważnik 21.000.000.000 bo trzecia część autorów to już trupy:-) i wielu ma zapędy grafomańskie lecz nie wielu jest w stanie usłyszeć muzykę w szumie fal (Pablo Coelho). Wyciszyć fizyczny umysł do tego stopnia aby organizacją (przebiegu wydzielania hormonów do) jego pracy sterowały impulsy pochodzące od ducha (za pomocą medytacji czy metod Hemi-Sync) czyli uzyskac połączenie pozawerbalne…
    To już wszystko co można napisać, dalsze instrukcie po osiągnięciu opisanego poziomu.
    KONIEC-KOMUNIKACJI-TEKSTOWEJ-WOGÓLE

    .

  7. Monika pisze:

    Witajcie,
    jak bardzo cieszę się że powoli zaczynamy dostrzegać inność tego świata, na początku polecam świetną książkę „PRAWDA CZY FAŁSZ” Iluzja tego świata J.T Wojtkiewicz, rewelacja. Można J. T. Wojtkiewicz znaleźć również na You tubie. Bardzo obrazowo tłumaczy jak powinniśmy postrzegać ten otaczający na „świat”. Sama dopiero się zaczynam w tym odnajdywać ale już mam rezultaty moich poczynań. Moje hasło to „chcesz to masz”, pozdrawiam i do usłyszenia

  8. Fraktal pisze:

    Super. Cieszę się że ludzie w bardzo różny sposób ale ostatecznie docierają do bram iluzji otaczającej nas rzeczywistości.

  9. Anetka pisze:

    Chcę napisać. O czym? Spojrzałam na zegar a tam 14:41. Lustrzane odbicie. Oczywiście, chcę napisać o lustrze. Ale nie o zwykłym zwierciadle, tylko o iluzji naszej rzeczywistości. O tym jak wspaniale ta iluzyjna rzeczywistość, niby lustro odbija to co wykreowaliśmy we własnym wnętrzu.
    Mam koleżankę – Agnieszkę, która półtora roku temu straciła męża. Nie chce się pozbierać po tym rozstaniu.
    Kiedy już nie daje rady sama ze sobą, przychodzi do mnie, by zrównoważyć się trochę i na jakiś czas. Wiele godzin rozmów, kiedy pyta mnie co o tym myślę. Nigdy nie miałam intencji, by ją zmieniać. Rozmawiam i obserwuję na ile pozwala sobie poczuć życie.
    Ostatnio dojrzała do decyzji, że pożegna się z mężem. Poszła na cmentarz, rozmawiała z nim, płakała, wyznała mu swoje grzechy, popełnione za jego życia, poprosiła o przebaczenie, przyjęła to przebaczenie, poczuła się lepiej, poprosiła o pomoc, bo potrzebuje tej pomocy w codziennych sprawach ( bo jak On był, to się tymi sprawami zajmował, no to teraz też niech się nie miga, tylko pomaga chociaż ), i poprosiła o ZNAK. O znak, że ją słyszy i rozumie co ona od niego chce.
    Wychodząc z cmentarza spotkała kobietę, do której następnego dnia wybierała się na spotkanie w sprawie pracy. O tej kobiecie w lokalnym środowisku panuje opinia, że jest ostra, służbistka, nie liczy się z ludźmi i wiele innych niezbyt pochlebnych.
    Wiele razy mówiłam swojej koleżance, która bała się bardzo tej rozmowy, żeby nie ulegała zbiorowej świadomości na temat tej kobiety a pielęgnowała przyjazny jej wizerunek w swoim sercu.
    No i na tym cmentarzu Agnieszka podeszła do kobiety i umówiła się na spotkanie a kobieta w niezwykle miły i uprzejmy sposób ją potraktowala.
    Agnieszka odczytała to jako niezaprzeczalny ZNAK od męża. Zaopiekował się nią i zesłał jej pracodawczynię natychmiast i to w doskonałym humorze! Jak może wątpić, w to, że to jego sprawka?
    A dlaczego nie uwierzyła, że sama w swoim sercu wykreowala przyjazne nastawienie tej kobiety wobec siebie, bo zasługuje na takie traktowanie. Nie, bo czymże ona jest żeby mieć moc wpływania na zachowania innych? Przecież pyłkiem jest tylko. A duch męża to co innego, on już po tamtej stronie, to wie i może wszystko, no i w dodatku śmiercią męczeńską umarł, to ma jeszcze większe w niebie zasługi.
    Piękny przykład. Byłam wzruszona oglądając to ze wszystkich dostępnych dla mnie stron.
    Jak małej wiary w siebie jesteśmy, że musimy tworzyć te wszystkie bajki na swój temat, rozdzielać się na siebie, ducha męża, panią wredną, panią miłą, itd, potem tworzyć historię, przeżywać emocje, najlepiej silne, i dać samemu sobie nadzieję, potem wiarę, że damy radę i to wszystko sami sobie. Ileż energii musimy w to włożyć, by to pięknie zagrało, by nasze ego uwierzyło w prawdziwość tej historii. Jakimiż wielkimi twórcami jesteśmy! Jak szeroko obejmujemy to życie, że synchronizacja szczegółów jest tak dokładna w tej naszej kreacji.
    Poczułam bardzo wyraźnie jedność z własną kreacją.
    Zobaczyłam Agnieszkę, którz odgrywa przed soba teatr, by dać sobie prawo do cieszenia się życiem od nowa. Dziękuję jej za to. To było dla mnie.
    O ile prościej i lżej i bez wydatkowania energii moglibyśmy po prostu uwierzyć w siebie, że możemy, że duch męża, który nam pomaga to my sami.
    Zrobiło mi się odrobinkę smutno, że tak jesteśmy okradzeni z wiary w siebie, że tak ograniczyliśmy się w siebie postrzeganiu, że jesteśmy tacy mali, nic nie znaczący, że przebaczenia trzeba od KOGOŚ, że KTOŚ lub COŚ może nam pomóć, bo my sami sobie to nie, musi być podpórka, proteza, cokolwiek w co się uwierzy.
    A dlaczego taka daleka droga do uwierzenia w SIEBIE?
    Takie mam teraz przemożne pragnienie odczuwania tej JEDNI, że nawet jak wypadam z tej częstotliwości odczuwaniia, to często powtarzam sobie patrząc na kogolwiek – to ja, przecież to ja, moja kreacja tak się urzeczywistniła, wtedy rozszerzam się na to co obejmuję odczuwaniem, wypełniam się.
    Jestem twórcą, jakim nieskończonym muszę być, skoro to, co mnie otacza zawiera w sobie tak wiele, natura, zdobycze cywilizacyjne, ludzie z ich reakcjami, emocje. Ile zwieram w sobie by to lustro, które odbija moje wnętrze było tak „kolorowe” i by ten obraz w nim zmieniał się tak dynamicznie?
    Jestem zachwycona tym odczuwaniem własnej wielkości i pełni.

    Pozdrawiam wszystkich w ich drodze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s