Co z tym sercem? Prolog – Anita Dudziak

Heart_by_GreenEyezz

Ten temat wymaga oczywiście bardzo szerokiego rozwinięcia, jednak myślę, że zarysowanie chociaż bardzo subtelnej wzmianki dotyczącej poruszanych przez niego treści, jest kwestią dosyć istotną, dlatego znajduje swoje miejsce na moim blogu w tym bardzo znaczącym czasie.Jest on często poruszany, będąc jednocześnie newralgicznym w przestrzeniach związanych z tematami alternatywnymi oraz szeroko pojętą ezoteryką. Sama w ostatnim czasie doświadczyłam na własnej skórze, jak bardzo subtelności z nim związane potrafią poróżnić ludzi oraz przysporzyć wielu cierpień i nieporozumień.
Można powiedzieć, że temat „serca” oraz tego, co osobiście nazywam „różową miłością” pojawił się w ezopopowym, odłączonym od swojej pierwotnej, głębokiej wersji nurtem NEW AgeOWYM, wedle którego oświecenie polega na promieniowaniu dookoła nie wiadomo czym, „nieodczuwaniu” żadnych „złych wibracji”, etc. Na planie fizycznym kiedy obserwuje się ludzi szermujących tego typu treściami, można zauważyć pewną sztuczność i dosyć słabe osadzenie w rzeczywistości, jak również coś w rodzaju nieszczerości względem samych siebie. W konsekwencji wszystkie wspomniane wyżej kwestie, co niektóre osoby może do tego tematu zniechęcać- w tym swego czasu zniechęciło również mnie.
Fizyka przestrzeni działa jednak według przyjętego przez siebie programu, polegającego na tym, że dana skrajność powoduje wypiętrzenie swojego przeciwieństwa w świecie objawionym. Dlatego też przestrzeń dla takich „zniechęconych” -jak ja- przygotowała równie skrajną wersję: no bo skoro „tam nie pasuje”, to trzeba poszukać gdzie indziej … Tak, aby móc w końcu znaleźć dla siebie przystań dostarczającą odpowiedzi na pytania w satysfakcjonujący dla nas sposób.
Heglowska dialektyka okazuje się  być w tym punkcie całkiem pomocną protezą dla zrozumienia  sensu takich zdarzeń. Każda teza ma swoją antytezę, z której powstaje synteza, będącą tezą dla kolejnej antytezy. Skoro pojawiło się jednostronne wykrzywienie, każące promieniować nie wiadomo czym, dookoła porażać jakimś bliżej niezidentyfikowanym światłem, sugerującym jednoznacznie, że odczuwanie negatywnych emocji jest wyrazem czyjegoś „kiepskiego stanu” duchowego, to musiało zaistnieć coś stanowiącego próbę racjonalnego wyjaśnienia wcześniej zarysowanych „zagadnień”, jednak równie wygiętego oraz zaciemniającego wiele ważnych kwestii  w swojej ostatecznej wymowie. Ów drugi biegun przeznaczony jest dla tych jednostek, które z różnych względów uznają się za mniej „duchowe” , emocjonalne czy ckliwe.
Zabawa jednak polega na tym, że wszystko jest niejednoznaczne, a dwa krańce przedstawionego continuum w zasadzie mają rację, jednocześnie jej nie mając.  To temat naprawdę bardzo rozległy i w tym krótkim tekście przytoczę jedynie wnioski oraz jego ogólny zarys, bez wnikania w szczegóły i mechanizmy. Klucz – nie tyle do zrozumienia, lecz do pojęcia o co tak naprawdę kaman, polega na wykonaniu uczciwej syntezy jednego i drugiego, nie tylko na poziomie mentalnym, lecz również ogólno-strukturalnym oraz… uwaga : pozasatrukturalnym :)Gadanie o sercu, czuciu, uwzniośleniu bez realnego odczucia takich stanów sprawia, że jest ono jałowe i mało przekonywujące.  Z drugiej strony patrzenie na to zjawisko jedynie z poziomu struktury przekonywujące może i jest, chociaż pozbawione odczucia, mechanicystyczne i racjonalizatorskie, pozostaje odrzucające.
klucz
Moim zdaniem kluczem do Serca jest bezwarunkowa akceptacja i od niej należałoby zacząć jakiekolwiek dyskusje. Jednak zwolennicy jednej strony często mylą ją z przymykaniem oka na swoje czy też innych „negatywności”, wypieranie ich , czy im zaprzeczanie. Drudzy natomiast twierdzą, że akceptacja to obojętność. Jedni Serca upatrują nie wiadomo gdzie, wiążą z jakąś egzaltacją, będącą nakładką na własne nierozwiązane problemy emocjonalne, drudzy redukują do ośrodka świadomości umysłu zakotwiczonego na poziomie czakry serca, jednocześnie emocjonalność traktując jako wyraz ułomności właściwy „niższym poziomom” świadomości. Tak jak powiedziałam: musiały zamanifestować się na przestrzeni dwie skrajności, gdzie dzięki istnieniu każdej z nich możliwe jest ukazanie absurdalności przeciwległej, a dopiero ich rzeczywiste – nie tylko mające miejsce na poziomie struktury- połączenie, pokazuje właściwą drogę.
Czym zatem jest owo serce?
klucz do sercaPrzyjmując założenie o wielowymiarowej budowie człowieka, nietrudno domyślić się, że każde z subtelnych ciał posiada coś w rodzaju rdzenia czy też serca. Na płaszczyźnie materialnej (trzeciogęstościowej jeśli ktoś woli) owym rdzeniem jest mięsień sercowy, a pozostałe ciała posiadają jego odpowiedniki wpisane w warunki fizyczne przestrzeni, na jakich występują. Kiedy rdzenie tych wszystkich ciał zlewają się w jeden, czyli kiedy matryca genetyczna kalibruje się do swojego prapierwotnego kształtu, wtedy otwiera się Serce (albo Jedyne Serce, bo z takim określeniem też spotkałam się w innych przekazach). Jednym ze sposobów postrzegania Serca jest zatem konstrukcja strukturalna, która łączy ośrodki świadomości wszystkich ciał, zlewając je w jedno. Tym samym powstaje portal do bezpośredniego połączenia ze Źródłem, Bogiem czy Rdzeniem. Poprzez Serce jesteśmy w stanie odczuć prawdziwą jedność przede wszystkim ze sobą samym, a w dalszej kolejności z całym otaczającym nas Istnieniem. Ponieważ najszerszą gamę zmysłów posiadamy w świecie materialnym (trzeciogęstościowym), najsilniej identyfikujemy  jego działanie w okolicach czakry serca, a dokładniej na wysokości grasicy.
robotWchodząc w delikatną polemikę z nakreślonymi w pierwszej części tekstu skrajnościami zaznaczę, że Jedyne Serce  ma wspólnego tyle z ośrodkiem świadomości umysłu, że ten ostatni jest jednym z jego elementów (Serca), ale nie jedynym! Ograniczanie postrzegania tego instrumentu do li tylko jakiegoś tam ośrodka umysłowego zakotwiczonego na wysokości czakry serca w ciele trzeciogęstościowym, w moim odczuciu staje się niestety bardziej wyrafinowaną formą redukcjonistycznego dualizmu .Traktowanie Jedynego Serca w ten sposób można byłoby porównać do udzielenia 3 z 10 zadanych odpowiedzi na sprawdzianie.
Drugim błędem tego typu rozumowania jest odcięcie się od emocji, wręcz ich zdeprecjonowanie i potraktowanie jako wyrazu niedojrzałości oraz „niskiego poziomu świadomości”. Uważam, że uprawianie tego typu retoryki jest co najmniej szkodliwe. Emocje są źródłem informacji, że coś się  w nas dzieje – to raz. Dwa- wyższą „częstotliwością” (słabe słowo, jednak na razie nie mam innego by ująć to co mam na myśli) emocji są uczucia i odczucia, a te dotykają przestrzeni fazowej i ułatwiają wejście z nią w kontakt. To skomplikowany mechanizm, jednak w skrócie można byłoby jego działanie podsumować, że łatwiej otworzyć jest Jedyne Serce w momencie w którym wchodzimy w kontakt ze swoimi emocjami, a głębia przeżywania i odczuwania ich jest wprost proporcjonalna do siły odczuć i informacji jakie możemy uzyskać ze Źródła.
Z drugiej strony spojrzenie „różowo duchowe” twierdzi, że w poczuciu jedności nie ma miejsca na żadne negatywności,hello kitty skoro ktoś sercem się kieruje, nie odczuwa „złych” emocji zarówno do siebie jak i innych ludzi, no bo w końcu istnieje bezwarunkowa akceptacja itd. W efekcie taka postawa staje się kolejną pułapką ponieważ aby dojść do takiego stanu ważna jest kolejność pewnych zdarzeń, o których się zapomina lub nie mówi. Sztuką bowiem jest utrzymywanie poczucia jedności oraz życzliwości pomimo odczuwania stanów, które zwykliśmy uważać za negatywne.
Deprecjonowanie umysłu, struktury jako takiej oraz procesów myślowych to kolejna pułapka serwowana przez spojrzenie z tego końca continuum. Umysł jest zły, bo podtrzymuje ego, a ego jest czymś co prowadzi do egoistycznych zachowań i oddzielenia od tej jedności- o której – wiele – się – mówi (a ma się na jej temat rzeczywiste niewielkie pojęcie :)  ) Tymczasem zapomina się tutaj o tym, że ego oraz umysł (każdego poziomu) służy utrzymaniu własnych granic z jednej strony, z drugiej zdiagnozowaniu, gdzie zaczyna się granica kolejnej Istoty. Umysł sam w sobie nie jest niczym złym, ego również, gdyż oba czemuś służą. Dopiero używanie ich w wykoślawiony sposób, przyzwolenie na to, aby obrastały niezgodnymi z naszą wewnętrzną treścią informacjami i programami, staje się  czynnikiem zaburzającym szeroko rozumianą homeostazę.
Dwie  skrajności
Znam osobiście Istoty bardzo mocno połączone z przestrzenią fazową i w zasadzie mało „strukturalne”. Ich wglądy i beauty ladyodczucia są bajeczne, bije od nich bardzo silna „pozytywna energia”, mają przysłowiowe „dobro w oczach” tak, że człowieka do nich instynktownie ciągnie. Wykazują się głębokim zrozumieniem różnych procesów, bezwarunkową akceptacją wszystkiego co istnieje oraz nieocenianiem nikogo (łącznie z sobą :D ) Płynie od nich głęboki spokój oraz zaufanie do tego co się dzieje. Twórczość jest ich naturalną ekspresją, a  samo ich istnienie wystarczającym faktem na okoliczność którego czują wewnętrzną godność oraz oczekują dla siebie szacunku. Struktura jest dla nich czymś obcym, wtórnym, w zasadzie zbędnym. Najchętniej w ogóle by nie myślały, tylko po prostu „były”.
Wszystko to brzmi pięknie, jednak posiadają jednak jedną wadę- kompletnie nie widzą świata poza sobą, są same dla siebie i nie potrafią uwzględnić w swoim działaniu innych ludzi. Wszechogarniające „bez-ja” takich Istot ekspansywnie zagospodarowuje niemal całą dostępną przestrzeń. Nie da się z nimi żyć- stawiają sprawy nieustannie na ostrzu noża, jeśli tylko pojawi się cokolwiek, na co nie mają ochoty. Niekoniecznie rozumieją różnego typu zależności między Istotami, wykazując postawę roszczeniową do świata zewnętrznego, a od ludzi tak naprawdę stroniąc, bo głębokie poczucie własnej wewnętrznej spójności i integracji pozbawia ich kompletnie takich potrzeb.
przestrzeń Znam też Istoty mocno zakotwiczone w świecie objawionym (przestrzeni egzystencjalnej), takie, które są skoncentrowane na używaniu wykształconych przez siebie struktur. Doskonale się w nich poruszają, potrafią w ciekawy sposób wyjaśnić wiele zjawisk, uwzględniają wielość  czynników (w tym również tych w postaci innych Istot), mających wpływ na daną kwestię. Są bardzo racjonalne, nastawione na interakcję, wymianę, wykazują się ogromną ciekawością, a rozpatrywane kwestie roztrząsają pod kątem subtelnej mechaniki przestrzeni. Całe procesy interakcji ze środowiskiem oparte są jednak o przepływ informacji w ramach struktury lub między strukturami, co naturalnie zamyka im bezpośredni dostęp do odczuć  pochodzących ze Źródła, co w skarjnych przypadkach przyprawia je o wspomnianą już wcześniej bezduszność.  Człowiek taki ma szansę stać się późnej cynicznym robotem, który nie odróżnia siebie i swoich własnych treści od treści otoczenia, gdyż stają się one dla niego informacjami, które po prostu płyną sobie po przestrzeni według jakiegoś mechanizmu czy schematu. Dlatego też ego takich osób zakotwiczone jest bardzo mocno w treściach niekoniecznie płynących ze swojego własnego rdzenia, a staje się sztuczną konstrukcją wypełnioną różnego rodzaju programami i przekonaniami na swój własny temat. Wraz ze wzrostem skomplikowania struktury oraz jej poziomu świadomości „centrum” informacji, z którymi dana Istota się utożsamia, przenosi się jedynie do ciała subtelnego, które jest w stanie pomieścić większą ich ilość.
Jednocześnie wyróżnia takie Istoty, że świat ich jest silnie skategoryzowany: ten ma taką strukturę, w tamten inną. Ten ma więcej pieniędzy, więcej świadomości, szklanych kulek, hektarów ziemi,  tamten odpowiednio wszystkiego mniej. W związku z tym tamten jest lepszy, gorszy etc. Powstają wtedy hierarchie, podziały, antagonizmy, walki. W tym miejscu okazuje się, że wszystkie chwyty dozwolone, granie niefair jest objawem wyższego stopnia władzy, świadomości, większej misji, większego poczucia bezkarności, większego przekonania o własnej racji. Brakuje tu rzeczywistego współodczuwania, głębokiego poczucia jedności na pozastrukturalnym poziomie. Brakuje  po prostu kontaktu ze Źródłem,  który substytuuje się za pomocą różnego rodzaju ośrodków w umyśle, odpowiedzialnych za tzw. „uczuciowość”.
W gonitwie za rozbudowywaniem coraz subtelniejszych struktur, Istota zapomina, że to Źródło dało jej tchnienie do Istnienia i że to właśnie Jemu jej struktura służy. Zapomina o tym, że to Dusza (Stefa nullifikacji) jest dla struktury zawsze Instancją nadrzędną. Jakakolwiek struktura subtelna by to nie była, zawsze pierwsze było Źródło oraz jego aspekt  (Dusza, strefa nullifikacji), w łonie którego struktura (czyli wszystkie poziomy przestrzeni egzystencjalnej) się nabudowują. Ten drobny fakt w jednym opracowaniu, które w ostatnim roku zrobiło całkiem niezłą karierę, nieco mało uwypuklono, kładąc akcent na strukturę, co spowodowało trochę mało zamieszania ;)  Brak połączenia z owym poziomem pozastrukturalnym, należącym do przestrzeni fazowej (domeny Ducha, Źródła, Rdzenia) powoduje, że Istota taka zamyka się w strefie odbić/struktury/metamatrixie rządzonymi przez prawa przestrzeni i nie widzi Źródła całego zamieszania, którym to zamieszaniem jest tak pochłonięta, że bardziej przypomina bezdusznego robota aniżeli Istotę połączoną ze Źródłem kroplą Istnienia, którą nosi w sobie.
Jaki z tego wniosek?
conflictW zasadzie bardzo prosty. Przed nami zadanie zintegrowania jednego i drugiego. Moim zdaniem w bardzo ogólnym pojęciu (bez wchodzenia w konkretne szczegóły), eksperyment Ziemia ma za zadanie stworzyć „przepis” na rzeczywiste uduchowienie struktury oraz ustrukturyzowanie ducha – to w zasadzie ten sam proces, który można obserwować  z dwóch perspektyw. Pochłonięci uczuciami i odczuciami stajemy się rozmyci, bezkształtni, mało ukierunkowani, pochłonięci strukturą- bezduszni, mechaniscystyczni, mało urodzajni. Dopiero struktura zasilana Duchem (Źródłem), mająca stały z nim kontakt jest pełnią potencjału jaki jest obecnie możliwy do zrealizowania. Tym samym świadoma, uduchowiona osoba nie jest ani bezdusznym robotem, ani natchnionym duchem, rozmytym ciężko stwierdzić kim. Taki człowiek potrafi objawiać się w Istnieniu łącząc te dwie  pozornie rozdzielne kwestie na raz. Rozumnie pojmować swoje odczuci, dokonując rozróżnień oraz różnego rodzaju klasyfikacji posługiwać się jednocześnie głębokim współczuciem i współodczuciem, co chroni go przed popadaniem w bezduszne kategoryzowanie  oraz pozbawia tendencji do budowania hierarchicznych, piramidalnych struktur. Taka Istota przeżywa całą dostępną gamę emocji głęboko i z pasją, potrafiąc przetransformować je w głębokie odczucia, dlatego nie stroni od żadnej z nich.  Wie bowiem dobrze, że pomagają one łączyć się bezpośrednio ze Źródłem, co pozwala na wprowadzenie i utrzymywanie większego, szybszego i bardziej skutecznego balansu zarówno w obrębie swojej własnej struktury, jak również w środowisku, którego jest częścią.
Takie diamenty zostały schowane na Ziemi. Oczywiście od nas zależy, czy po nie sięgniemy, czy zechcemy pozostać w matrixie- bez względu na to, czy byłby to matrix ziemski, czy metamatrix pozaziemski. Osobiście jednak uważam, że bycie Ziemianinem jest powodem do dumy. Takiej pokornej dumy oczywiście, która zamyka się w szacunku do samych siebie, płynącej z głębokiego odczucia połączenia ze Źródłem, jak również dostrzeżenia ogromnej gamy możliwości płynącej z niesamowitej różnorodności strukturalnej, której ziarna zostały tu zasiane przez szereg cywilizacji odwiedzających naszą planetę na przestrzenie dziejów.

STRONA: http://siecswiadomosci.wordpress.com/

Heart_by_GreenEyezz
SC banner 1