Post scriptum: Where is the Love…?

Where-is-the-love-1-1jynodmCzęsto wydaje nam się że dzieło naszego życia jest już ukończone, a tu nagle pojawia się ostatni szczegół: mała subtelna rzecz, a jak się okazuje wieńcząca dzieło i najważniejsza w całej tej opowieści. Płótno obrazu wymaga zatem uzupełnienia, uwieńczenia dekoracją. Moim głównym questem jaki przyjąłem na siebie jakiś czas temu z pełną odpowiedzialnością i świadomością, było pokazanie własnym przykładem – jak to „ratowanie świata” i miłości należy zacząć od najniższego fraktala, czyli siebie i swojego najbliższego otoczenia (relacji z nimi). W pewnym sensie – a w zasadzie całkowicie dosłownie – szukałem „wzoru na Miłość”, lecz oczywiście tę przez duże M.: najwznioślejszej, najsubtelniejszej a jednocześnie najpotężniejszej sile Wszechświata, która jest jednocześnie sensem i celem jego istnienia… Nie łatwa sprawa – wiadomo, ale właśnie takie wyzwania lubi Rozbicki:)
No i bach, gdy już w umyśle sądziłem, że jestem u progu zrozumienia/uświadomienia sobie odpowiedzi na w/w wzór, pojawiło się kolejne zdarzenie/emocja, które po raz kolejny nauczyło mnie czegoś nowego na mój własny temat. Szukałem klucza na zewnątrz, a klucz miałem cały czas w sobie. No właśnie – ale trzeba było to sobie najpierw w pełni uświadomić, uleczyć pozostałe jeszcze nie raz głęboko w sercu zadry emocjonalne i traumy, niezabliźnione lęki narosłe na strachu przed odrzuceniem…
Tak jest – moim największym demonem/diabłem jakiego dla mnie „wybrano” (Patrz: Bohemian Rhapsody: „”Jestem biednym chłopcem i nikt mnie nie kocha. On jest biednym chłopcem z biednej rodziny! Oszczędźcie jego życie od tej potworności!” (…) Mama mia, pozwólcie mi odejść! Belzebub już wybrał dla mnie diabła!”) był lęk przed odrzuceniem. Bałem się, że nikt nigdy mnie nie zrozumie – mojej prawdziwej osobowości, ekspresji pełnego ja, a przez to, że nikt mnie nie pokocha prawdziwie i zostanę sam w niespełnionym pragnieniu, łaknący miłości z zewnątrz…
Teraz zrzuciłem te łańcuchy, gdyż to one – wyprodukowane przez jegomościa arcy demona archonckiego – trzymały mnie w mega iluzji napędzanej trylionami galonów strachu, a w zasadzie w samospełniającej się przepowiedni i odrzuceniu/porażce.
Droga ku temu pełnemu uwolnieniu prowadzić musiała i prowadziła przez uzdrowienie wszystkich moich relacji z ludźmi, rodziną, przyjaciółmi, kolegów z branży etc. Uzdrowienie to jednak polegało na realizowaniu zasady uczciwości danej relacji. a więc definicyjnie: na nieskrępowanym wyrażaniu siebie, nie raz bezkompromisowym, ale konsekwentnym – z szacunku dla samego siebie – i obserwacji, kto z Twego otoczenia zostanie, a kogo wypchnie dalej z powodów różnic – nazwijmy to wibracyjnych (a więc prawo przyciągania w praktyce obserwowane).
No i sporo „przyjaciół” i „kumpli” odpadło!:) Ale wielu też zostało. Piękna weryfikacja, kto szanuje Twą przestrzeń, kto Cię akceptuje mimo całej swej kontrowersyjności i oryginalnej ekspresji, czujący Twój przekaz i treści jakie niosę samym sobą, przez bycie TYM co mówię i CZYNIENIE tego, o czym mówię, albo mówieniem i uczeniem TYLKO tego, czego sam przykładem jestem. Nic ponadto.
fred2
A przy tym wszystkim przyjrzałem się dość dobrze – bo było wiele okazji – tzw. „środowisku alter-ezoterycznemu”, pięknie prawiącym o zmianach duchowych, miłości, Nowej Epoce i innych wzniosłych hasłach, niestety – bez pokrycia w wielu przypadkach. A kiedy postanowiłem się wypisać z „Kółka wzajemnej adoracji”, być sobą i wyrażać jasno opinię o „ciemnej stronie nas”, obłudzie, ego – skrywanym skrzętnie w tejże społeczności nie raz pretendującej do „roli przewodniej narodu/elity” mającej prowadzić „matrixy”/owce do Raju Objawionego na Ziemi pod ich oświeconym przewodem – wówczas to środowisko przeklnęło M. Rozbickiego, albo w najlepszym przypadku skategoryzowano go pod etykietką „Mniej/bardziej szkodliwy wariat”. Jednym słowem „odj…ło mu”.
Nikt już nie słuchał co mam mądrego do powiedzenia i czy to co mówię jest prawdą. Nikt nie pochylił się nawet na faktem, że zgłaszałem im publicznie sprawę inwigilacji mej osoby przez służby mniej lub bardziej publiczne. Nikt nie zareagował, nikt nie zapytał „Co się stało? Czy naprawdę? Potrzebujesz pomocy? Co się działo?” – zupełnie jakby inwigilacja kogoś, kto otwarcie pod własnym nazwiskiem od wielu lat głosi publicznie rzeczy za które wielu ludzi w tym kraju straciło życie – jest jakimś wielkim dziwem w kontekście tego jak wiele o tym czytamy/mówimy piszemy??!! Nie no pewnie – o takich rzeczach czytamy tylko na portalach w teorii, Rozbickiego to nie mogło dopaść, skądże, to jego szoł, próba zaistnienia. Odj…. mu…”
Po prostu smutne. Ciekawe, czy jakby do nich przyszedł Brunnon K., prosząc o pomoc, że jest wkręcany w „zamach na sejm”, jak by go potraktowali. A może i jego nikt nigdy nie chciał wysłuchać, bo „zdaje Ci się – u nas w kraju NWO takie rzeczy nie dzieją się zwykłym ludziom, no co ty…”.
Banda ignorantów, egoistów wycierających sobie tylko gębę słowem Miłość. Ta, M jak miłość – żeby się dobrze poczuć w we własnym sosie jaśnie oświeconych istot promieniujących światłem na ludzkość… A gdzie Miłość w stosunku do codziennych zdarzeń, gdzie w Waszych życiach ona jest? Po powiem szczerze, że w wielu przypadkach widziałem w zaciszach Waszych domów smutek i nieszczerość różnorakich układów personalno-osobistych, bo prawdziwą relacją bym tego nie nazwał.
Nie widziałem Miłości w Waszych oczach ani w Waszym otoczeniu i też nie wiele jej było widać w naszych relacjach – z tym dziwakiem Rozbickim:). A ja wolałem w między czasie się jej realnie nauczyć – a w zasadzie żyć w niej całym sobą realnie.

A ja po prostu przewartościowałem priorytety w mym życiu – czyli coś podobnego jak bohater filmu Jerry Maguire, świetnie zagranym przez Toma Cruis’a (Przy okazji polecam – dobre kino – link)

Piszę to, nie by coś wypominać – żeby sprawa była jasna. Ja sobie świetnie radzę i uczę się każdego dnia właśnie, że sam dla siebie muszę i jestem autorytetem. Nie chodzi mi tu, że akurat mnie coś spotkało, ale zadaję pytanie: Co jeśli spotkałoby to Was, albo kogokolwiek innego? Osobiście miałem wiele blokad emocjonalnych i zadr psychicznych i potrzebowałem pomocy, podczas gdy organizacje, które rzekomo „dla światła” pracują, nie znajdą dla Ciebie realnie czasu, chyba że masz na wydanie z miejsca ok 300zł! I tu nie chodzi o pieniądze Panowie (zresztą mógłbym to barterem zamienić na coś, medialnie zawsze mam co zaproponować), tylko o to, że ktoś może nie mieć tych pieniędzy a potrzebuje pomocy i ginie w „przerobie taśmowym” uzdrawiaczy/healerów, którzy na dodatek nie uczą samodzielności i pracy nad sobą samym, by takie rzeczy nigdy mu się nie zdarzały więcej, żeby umiał sam je leczyć — tylko czyszczą po powierzchni, pomachają ręką, coś tam zbalansują, prześlą energię a potem NEEEEXT!!!, kolejny do przeróbki…. Większość z nich uzależnia się od tych zabiegów i problem powraca, oni stają się niezbędnymi guru/mistrzami/liderami – a ich słowo staje się święte niczym wyrocznia. A to już nie jest praca dla światła niestety…
Ginie gdzieś w tym wszystkim człowiek, właśnie ta codzienna dobroć, ta prawdziwa Miłość w każdym geście wobec innej istoty/natury/życia… Prawdziwy healer/mistrz/szaman wie, że to chory/potrzebujący lekcji uczeń zjawia się wtedy w jego przestrzeni, gdy jest gotowy – to się dzieje samo! Taśmowy przerób zatraca ten właśnie naturalny bieg.
Część tego środowiska niestety utknęła w takim matrixie. Dalej jest skrywana rywalizacja z poziomu ego (moje jest mojsze), niż prawdziwa współpraca, Oczywiście jest postęp, ale dalej ludzie, którzy aspirują do bycia liderami zmian – a zawsze tacy się pojawiają w różnych dziedzinach – wpadają w pułapkę „Ja chcę być ten pierwszy” – świadomie bądź nie.
Cały ten czas próbowałem uświadomić ludziom z tego kręgu, że właśnie tu – W NAS – tkwi ta słabość, że najpierw naprawmy siebie i te wartości, że razem możemy wznieść się ponad ten poziom i uwolnić swoje prawdziwe ja – nie to pod krawacikiem w TV, czy w kamizelce czarnej podczas sympozjum – prawdziwe ja i nasze marzenia, ale wyrażone bez masek, prawienia morałów, sztuczności i dulszczyzny. Zrozumiałem, ze właśnie dlatego to środowisko skazane jest na izolację i nie zdolne do wytworzenia większego wpływu na transformację – w takiej formule – gdyż nie rozumie już świata prostego człowieka, obywatela RP – (a najpierw patrzmy na nasze podwórko), czyli tego co pije fajki, nie raz pali trawkę, bierze grzyby lub kwas, lub zalewa się czasem alkoholem, ta katoliczka, ten sprzedawca kosmetyków, gracz komputerowy, seksoholik, ruchacz pospolity (taki gatunek facetów), także i polityk, lekarz, policjant, prokurator czy sędzia!
I to do nich trzeba przemówić ludzkim językiem. Nie zawsze napompowaną mową o oświeceniu i niuejdźowskiej miłości for everyone, ale z jajem, nowocześnie, nowym językiem, uniwersalnym! Językiem gier komputerowych, questów i przygód, Harrego Pottera i Władcy Pierścieni, Matrixa, Pokemonów, Kiepskich, serialu ALF, filmu Kontakt, Bliskie spotkania III Stopnia, Batmana i Spidermana, językiem piłkarskim i czasem wulgarnym (ale ze smakiem)!!!
Oni nie są ani lepsi ani gorsi od nas, mimo iż może mniej wiedzą, ale nie raz posiadają tak wiele mądrości i miłości w sobie, że życzył bym sobie tego w tym środowisku, w którym byłem (wypisałem się, przypominam).
I ludzie, którym zależało na zmianach, nawet nie chcieli na poważnie mnie wysłuchać. Woleli iść swoimi torami. Więc powiedziałem spoko! – OK Panowie i Panie – podążajcie swoją a ja swoją, a po owocach poznamy co i jak. W tym czasie poznałem także mnóstwo wartościowych ludzi ze środowiska, których z niego „wyłowię” jak perełki:) (jeśli oczywiście zechcą się dać ku obopólnej korzyści wyłowić:) . Są to ludzie, którzy w najważniejszych momentach mnie nie zawiedli, nie osądzili, wysłuchali, a przede wszystkim cały czas czuli o co mi chodzi i jakim wartościom hołduję tutaj, bo to one są w życiu najważniejsze i nimi zawsze się kieruję. Sercem i honorem przede wszystkim.
To wszystko zobaczyłem i wypisałem się – ale najpierw sobie zrobiłem weryfikacje. Także weryfikację – czym dla mnie jest Miłość – czym ona jest i jak się objawia?,, bo na to pytanie przede wszystkim szukałem odpowiedzi.
Teraz już wiem, że Miłość czasem oznacza trudne decyzje. Bo jeśli chcesz jej naprawdę zasmakować w czystej postaci – nie możesz iść na ani grama złudnych kompromisów – przez szacunek dla samego siebie, przez kochanie siebie, a to jest właśnie warunek podstawowy doznania tejże mocy pt. „Real Love”, Miłosći przez duże M.
Jeśli chcesz dla siebie tego co najlepsze, jeśli chcesz Miłości i pełnej akceptacji Ciebie w jakiejkolwiek relacji, a szczególnie damsko-męskiej – to musisz dbać o własną wolność i przestrzeń. Nigdy nie naginać się swoją wolnością i wyznawanymi wartościami wobec kogoś, kto mieni się jako ten lepszy/mądrzejszy tylko dlatego, bo boisz się utraty z nim relacji/skrzywdzenia go niby…
Niestety ludzie wykorzystują to i świadomie bądź nie (różnie to bywa) – wampirują na Tobie energetycznie widząc Twą słabość i chcąc się najeść władzą nad Tobą.
Jakikolwiek wampiryzm to brak Miłości. Tam jej nie znajdziesz – to iluzja, by się trzymać projekcji utraty czegoś/kogoś.
Dlatego i nawet z czystej bezwarunkowej Miłości przez duże M, należy zerwać i dla Siebie i dla Kogoś taką relację – ku swemu/jej najwyższemu dobru i pozwolić doświadczać tejże istocie jakąkolwiek wersję iluzji, jaka wpędziła ją w wampiryzm na innych istotach.
Czasem taki ruch może uzdrowić relację, gdyż działanie z poziomu serca wykonane przez jedną stronę wpływa zawsze na drugą, jeśli ta wskoczyła na wyższy level rozumienia.świadomości procesu. Ale tego już się nie zakłada, niczego się nie oczekuje. To po prostu się dzieje samo. Poza tym w ten sposób dajemy właśnie komuś informację zwrotną, a zatem szansę na rozwój, szansę na wybór innej ścieżki. To już samo w sobie jest objawem prawdziwej miłości. Naciskanie na zmianę samo w sobie jest także wampiryzmem, bo jest oczekiwaniem z poziomu ego. Przychodzi więc moment dojrzałości (świadomości/miłości) gdy wiesz doskonale gdzie znajduje się sfera wolnej woli danej istoty, którą Ty z prawdziwej Miłości – w pełni szanujesz i respektujesz, jednocześnie dbając o własną przestrzeń miłości do samego siebie – co czasem oznacza zwyczajnie właśnie pozwolenie komuś odejść i kroczyć własną ścieżką, choćby jak mylna z naszej perspektywy ona nie była.
Jest się po prostu dalej Miłością wobec tej istoty- w jakimkolwiek charakterze relacja ta jeszcze pojawi się w Twoim polu doświadczeń, dalej jednak szanując swój zestaw wartości.
Kochani moi – ceńcie się! Nie oddawajcie się w promocji, nie sięgajcie na niższe półki, tylko dlatego, ze wydaje Wam się, że nie zasługujecie! Zasługujecie zawsze na to co najlepsze we Wszechświecie, dlatego czasem warto poczekać dłużej, ale nie iść na kompromisy i wierzyć w swoje marzenia na każdym polu.

3fred1alien2

I ja też zasługuję na najlepsze, dlatego ludzie i ludziska, młode i inteligentne dziewczyny: jestem wymagający, a przygody ze mną są zawsze high level stylu i smakowania życia – nie oddam się żadnej tak łatwo!:) Jestem hardcore to i kobieta dla mnie musi być hardcorowa, ale pozytywnie zakręcona – jak ja;). No ale przede wszystkim musi czuć moje wartości, (o co mi chodzi w życiu) czuć naprawdę mnie i w pełni akceptować, co oczywiście automatycznie niemalże zostanie odzwierciedlone w drugą stronę, bo tak to zawsze działa.

Jestem i ciałem, i sercem i umysłem – jestem pięknym indywiduum chcącym wreszcie zakotwiczyć się nieco bardziej, posmakować prawdziwej, szczerej i głębokiej relacji, która nas obojga wniesie na level wyżej. Docelowo każdy podróżnik chce mieć swój dom, swą przystań – zanim się jeszcze ze swą przyszłą powygłupia, a może i wspólnie „zrewolucjonizuje” ten świat!:)

Niżej z marzeniami w tej materii nie schodzę!!!

Wszystkiego najlepszego sobie życzę w Nowym Etapie swego życia i składam najszczersze gratulacje!:)

I DID IT MY WAY!;)

I teraz, kiedy koniec jest już bliski
A przede mną już ostatni występ
Przyjacielu, chciałbym Ci jasno powiedzieć
O tym, czego jest pewien
Żyłem pełnią życia
Podróżowałem każdą drogą
Ale najbardziej cenię sobie to
Że żyłem tak, jak chciałem

(…)

Bo czymże jest człowiek, co on takiego ma?
Jeśli nie jest sobą, nie ma nic
Do powiedzenia o tym, co naprawdę czuje
I nie są to słowa kogoś na kolanach:
Rejestry pokazały, że przyjąłem wszystkie ciosy
Żyłem tak, jak chciałem
Żyłem tak, jak chciałem

S.M.R.

Yeaahhhh!!!

Teraz Wielki Biały Mag kreuje i rzuca czar poniższej wizji (tj. składam zamówienie od Wszechświata! – muzyka 3x plus poezja bardzo klasyczna):

Póki radość jest w nas
Słońca dłoń gładzi twarz
Warto żyć, warto śnic, warto być
Póki wciąż śpiewa ptak
Rzeka ma źródła smak
Warto śmiać, cieszyć się
Warto kochać

Gdzieś w każdym z nas
Jest dziecka ślad
Małe szczęścia
I ich smak

Póki śmiech tłumi łzy
Cieszą nas zwykle dni
Warto żyć, warto śnic, warto być
Póki wciąż mamy sny
Krąży w nas czerwień krwi
Warto śmiać, cieszyć się, warto
Kochać

Gdzieś w każdym z nas
Jest dziecka ślad
Małe szczęścia
I ich smak

Póki radość jest w nas
Póki wciąż śpiewa ptak
Warto żyć, warto śnic, warto być
Póki śmiech tłumi łzy
Póki wciąż mamy sny
Warto śmiać, cieszyć się, warto
Kochać
póki wciąż mamy sny
Póki ja, póki ty…

Miłość jest bohaterem… żołnierzem na zawsze
Życie poniżej zera… nigdy nie mów nigdy
Jest jakiś cel w życiu… mówią wszyscy nauczyciele
Wzywa cię dniem i nocą… zabiera twe myśli
Pod zamarzniętym światłem zmierzasz się z długą krucjatą
Tam gdzie powód twej walki… Tam gdzie cena którą płacisz
Znajdź puste serce… czujesz grę namiętności
To wtedy gdy nie możesz już oderwać wzroku
Dobro czy zło nie istnieje – jest tylko twój punkt widzenia
Ale gdy stawisz czoła światłu wtedy ona przyjdzie do ciebie
Miłość jest bohaterem… żołnierzem na zawsze
Życie poniżej zera… nigdy nie mów nigdy
Nie ma poświęcenia… nie ma drogi bez wyjścia
Nie ma dobrej rady… tylko to jak się starasz
Z każdym twym krokiem, który stawiasz przez każdy pokój strachu
Z każdym twym ruchem ta pieśń wciągnie cię bliżej
Obróć wokół swój świat a będzie jak zechcesz
Poprzez twe noce z zimnym dreszczem i twe ciężko zarobione dni
Gdy zmierzysz się ze światłem może być to trudne
Lecz gdy jest właściwa wtedy przyjdzie do Ciebie
Miłość jest bohaterem… żołnierzem na zawsze
Miłość jest bohaterem… żyjesz by pamiętać
Nie ma zbyt stromej ścieżki… odległości zbyt dalekiej
Nie ma zbyt głębokich pytań… żadna siła nie może rozdzielić
Szczęście które szukasz… droga przyniesie ukojenie
Przybywasz do mnie… by szukać by znaleźć
A gdy zaczniesz spadać w tę zamiarzniętą przestrzeń
I gdy zderzysz się z murem a słonecznego miejsca nie będzie
I gdy to wszystko upadnie i tak to zrobisz,. tak czy inaczej
Miłość jest bohaterem…

Przeżyj to sam/sama!!!:)

Hymn o miłości (1 list do Koryntian):

1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
2 Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
8 Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
9 Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
11 Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

WhereIsTheLoveNadesłane:

Miłosz Siennicki:

„Wzgórze Andersa”

Jest miejsce, gdzie dusza wypoczywa
Choć pozornie zamęt otacza mnie
To miejsce kusi mnie, przyzywa

Widać stamtąd blokowiska…
Smutny relikt matriksowego wyrównania *
A jednak i śmiech mnie dobiega
Szczęśliwe krzyki, wołania.. z pobliskiego aquaparku

Źródło !
Niewyczerpalna skarbnica wszelkiej wiedzy i umiejętności
Czuje je tak blisko, aż serce ściska
Czasem blask gwiazd uświadamia mi
Po co tu jestem, na wzgórzu a w koło te blokowiska…

Tak, to mój quest… który to już?
Nie liczę
Nowe zadanie, nowe, jaśniejsze oblicze

Dziękuję Ci Miłości i Jednio
W Was wszystkich, dusz zjednaniu
Znam drogę swoją
Czuję i znajduję we wszystkim piękno

Co mi zrobią agenci matriksa, czym mnie są w stanie udupić ?
Szczerze wiem i wyznaje, bez wątpliwości cienia
Mnie nie da się zniszczyć ani kupić

Trwam więc na wzgórzu w milczeniu
Lekki wiatr rozwiewa mi włosy
Kłaniając się stworzeniu wszelkiemu
Wsłuchuję się, czekam i wierzę w lepsze Kraju losy …