Jak umiera Ego – moja mała myśl

Gdy w kręgach ezoterycznych mówi się, że nasza świadomość człowiecza jest tylko niewielką częścią czegoś znacznie większego – naszego wyższego ja, wyższej świadomości – wielu ludzi reaguje alergicznie. Nie podoba się ta koncepcja, gdyż podświadomie boimy się tego, że nasze poczucie „ja” tu i teraz nic nie znaczy, że rozpłyniemy się w niebycie.
Tak naprawdę wynika to z niezrozumienia tej koncepcji, a przede wszystkim z tego, że nasze ego boi się rozpadu. Tego typu idee zwalczają zaciekle oczywiście katolicy, ludzie religijni ale i materialiści do szpiku kości – dla nich to wszystko bełkot. Prawda jest jednak taka, że powoduje to podświadomy strach, obrona naszego „ja” tu i teraz niczym niepodległości. Całkiem niepotrzebnie. Jest to oczywiście w pewnym sensie śmierć, ale nie dosłownie. Jest to śmierć naszego ograniczonego widzenia samych siebie, śmierć iluzji własnej percepcji w jakiej tkwi większa część ludzi niestety.
Pewnego dnia rozmyślałem nad tym tematem dość mocno i wpadło mi do głowy takie oto porównanie.
Przypomnijcie sobie jakiś sen, w jakim odgrywaliście jakąś rolę. Zapewne macie takich pełno. Bardzo często robicie w takich snach tak wiele dziwnych, wydawałoby się nielogicznych rzeczy, absurdalnych, głupich. Ale to dopiero oceniacie po przebudzeniu się, w śnie natomiast robicie to jakby to było normalne i logiczne. Będąc w tym śnie czujecie też w pełni, że to jesteście Wy sami, że ta istota co tam odgrywa swą rolę to naprawdę Wy, czyż nie? Nie zdajecie sobie bowiem sprawy z tego, że to sen (nie mówię tu oczywiście o przypadkach świadomego śnienia) i w pełni identyfikujecie się z Waszym Ja.
Jednak, gdy budzicie się częstokroć śmiejecie się z tego co tam robiliście, nie rozumiecie Waszego postępowania. W zasadzie uznajecie, że ten ktoś tam we śnie to nie Wy sami…
Ale przecież była to część Was, bo tak we śnie czuliście, nie możecie temu zaprzeczyć! Była to pewna mniejsza, ograniczona część Waszej świadomości (podświadomości), która coś tam sobie wyodrębniona na pewnym poziomie rozumienia odgrywała, przeżywała i doświadczała.
I jest to tak samo jak tu w naszym życiu: nasze życie to taki sen, a my tu i teraz to takie mniejsze części czegoś większego i bardziej świadomego – naszego pełniejszego JA. Ta część żyje tu sobie i doświadcza, a nie raz robi z perspektywy wyższego „Ja” niezłe głupoty, bo jest zagubiona i nie rozumie prawidłowo wielu rzeczy. Jest to pewien film, projekcja, w którym część nas samych – niewielka i ograniczona – loguje się do gry.
Ale w końcu następuje tzw. Śmierć, czyli tak naprawdę przebudzenie – wracamy do większego Ja, znika teoretycznie ta postać ze snu, ale nie rozpływa się w nicość tylko integruje z całością i to prawdziwe Ja analizuje sobie grę/film w jakim zagrało.
Zatem negowanie bycia częścią wyższego Ja i zaprzeczanie samej koncepcji „zniknięcia” naszego Tu i teraz” wynika tylko i wyłącznie ze strachu, a strach z niezrozumienia kim naprawdę jesteśmy. Nic nie ginie i nic nie znika. Tak jak postać ze snu jest integralną częścią nas samych, tak my jesteśmy częścią tej większej, świadomej i tam też powrócimy.Tak naprawdę to właśnie nasze Ego boi się tego, tej rzekomej śmierci. Ale to tak jakby ta osoba we śnie kurczowo bała się przebudzenia jako śmierci, zniknięcia, niebytu i broniła się przed tym trzymając snu, iluzji…
 Ale śmierci nie ma i nic nie ginie.
 Mam nadzieję, że to porównanie było dla was ciekawe i inspirujące.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Natura rzeczywistości, Świadome życie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Jak umiera Ego – moja mała myśl

  1. mira69 pisze:

    Matko Boska! tutaj też wlazł zenobiusz? ten człowiek aż kipi nienawiścią do każdego,kto myśli inaczej niż on! Gotuje się ze złości ! na Monitorze P.opluwa wszystkich po kolei !

  2. kNd pisze:

    „Cała materia jest energią skondensowaną do wolnej wibracji, wszyscy jesteśmy jedną świadomością doświadczającą siebie podmiotowo. Nie ma czegoś takiego jak śmierć, życie jest tylko snem a my jesteśmy wyobrażeniem nas samych.” Bill Hicks

  3. Hanna pisze:

    Ten mój post jest pytaniem do Karmela🙂

  4. Hanna pisze:

    A dokładniej jak to rozumiesz? Możesz krótko przedstawić?

  5. Po pierwsze to nie strata – oni nadal żyją a nawet sa o niebo szczęśliwsi TAM

  6. Karmel pisze:

    Tego, że strata bliskich boli możemy zawdzięczać tysiącleciom prania mózgów.🙂

  7. ArO pisze:

    Sprawę trzeba politykom stawiać TWARDO

  8. Właśnie dlatego być może, że zapomnieliśmy o tym że to sen i nie rozumiemy tego… Trzymamy się kurczowo iluzji. Sam nie wiem, to tylko moje rozważania, ale tak mi sie wydaje

  9. Hanna pisze:

    Owszem ciekawe są te Pana przemyślenia, ja sama mam często wrażenie,że życie jest filmem, scenariusz jest już dawno gotowy, a my odgrywamy tylko naszą w nim rolę.
    Niemniej, taka myśl mnie naszła – a co z uczuciami, miłością jaką obdarzamy różne osoby w naszym życiu. Skoro ma to być iluzja, to dlaczego strata bliskich nam osób jest taka bolesna?? Często po śmierci ukochanych osób wpadamy w głęboką depresją, ba niektórzy nigdy już nie wracają do równowagi psycho-emocjonalnej, a jeszcze inni popełniają nawet samobójstwa. Czy jest to tylko kreacja ego??? Czy może jedyna preawdziwa wartość w tym filme/ naszym życiu???

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s