Oświecenie – temat pełen niejasności…

Kiedyś ktoś mi powiedział mądrą rzecz – oświecenie to jest taki stan zrozumienia rzeczywistości, że gdy to osiągniesz zwyczajnie to wiesz i nie da się tego opisać żadnymi słowami, ani opowiedzieć. Dziś mamy totalne zamieszanie z definicją oświecenia – każdy patrzy na to zupełnie inaczej.
Mamy też spore rozterki i kontrowersje odnośnie rozpoznania, które osoby są tak naprawdę oświecone – a za takowe podaje się coraz więcej osób. Temat poruszył wielu także w przypadku Pani Joanny Rajskiej i Jacka Czapiewskiego. Ludzie nie tak wyobrażają sobie osoby oświecone, co doskonale rozumiem. Ja sam też generalnie „nie kumam” o co chodzi z tym oświeceniowym trendem.
Ktoś, kto uznaje, że ci państwo nie wiele mają z oświeceniem rzucił mi film z wystąpieniem Pani Roshi Reiko, która ma „formalnie potwierdzone oświecenie”, cokolwiek to znaczy. Opis ze strony Doksan Project:
Roshi Reiko Maria Moneta-Malewska jest postacią występującą i aktywnie działającą niejako w trzech światach. Pierwszy z nich to kobieta, matka dwojga dzieci, babcia pięciorga wnucząt i opiekunka dwóch psów (z rodowodem wywodzącym się ze schroniska). Kolejny jej świat to praca: lekarz medycyny – psychiatra – obecnie psychoterapeuta zajmujący się głównie uzależnieniami i rozwojem osobowości. Trzeci świat, który jest podstawą dwóch poprzednich to Mistrzyni Zen, dający jej możliwość harmonijnego współistnienia na wszystkich płaszczyznach jednocześnie.
Roshi Reiko, jest osiemdziesiątą czwartą spadkobierczynią Dharmy Buddy Siakjamuniego. W swym nauczaniu podkreśla konieczność przenoszenia stanu umysłu z formalnej praktyki zazen do codziennych aktywności – „zen dnia codziennego” oraz odpowiedzialność i determinację adeptów buddyzmu zen.
Przykład tej Pani jak rozumiem miał mi dać przykład prawdziwego oświecenia w kontrze do pani Rajskiej. Na końcu tegoż wystąpienia pada jak dla mnie przynajmniej najważniejsza kwestia, która spowodowała u mnie spore zastanowienie nad tematem. Otóż Krzysztof Rogala – twórca strony i forum Davidicke.pl – zapytał Roshi (3 część, 8.18 min), jaka jest odpowiedzialność osób oświeconych w ich działalności na zewnątrz, w kontekście istnienia za Ziemi systemu kontroli i manipulacji zamykającemu milionom drogę do duchowego poznania, za zatem i oświecenia, jakie jest zadanie tych ludzi w procesie demontażu tej machiny utrzymującej ludzi w ciemności.
Odpowiedź Pani Roshi Reiko bardzo mocno mnie zawiodła… Ona w ogóle nie widzi tutaj problemu, w ogóle nie uznaje tematu! Jej jedynym zadaniem jest wg niej pokazywanie drogi do oświecenia i tyle. Żadnego poczucia obowiązku za los planety i innych, mało tego  – mam wrażenie, że zwyczajnie Pani Reiko nie ma bladego pojęcia o systemie kontrolnym sprawowanym nad ludzkością!
Przykro mi, może kogoś urażę, może czegoś nie kumam – ok, ale nie potrafię zrozumieć, jak można tak zamknąć się na tak oczywisty aspekt naszej rzeczywistości, codziennie wpływający na nasz świat. Czy ucieczka w świat wewnętrzny w tzw. oświecenie, nie jest tylko kolejną formą duchowej izolacji, rejterady…? Dlaczego trzeba walczyć (walczyć!) z naszym EGO – wrogiem nr 1, nie wystarczy go zrozumieć, zaakceptować? Czy życie ma polegać na codziennej ciężkiej praktyce, monotonnej pracy, ciężkiej by pozbyć się wroga/demona  – ego..? czegoś tu nie rozumiem.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że nasze wnętrze jest niezmiernie ważne, że my kreujemy rzeczywistość, że nasze myśli, emocje projektują świat zewnętrzny – ok. Ale tu jak dla mnie potrzeba jest równowaga – ani uciekanie w świat ducha, ani zapominanie o wnętrzu – równowaga!
Jak można nie widzieć w obrazie świata manipulacji i kontroli, systemu tworzącego na potęgę bezmózgich zoombie, programującego ludzkość na ciemnotę, wyzyskującego nas energetycznie! I to mają być osoby oświecone? W takim razie co one proponują? Unikanie tematu? Tego nie ma? To jest iluzja? Gdzie żyją Ci oświeceni ludzie – w swoim bezpiecznym, wyimaginowanym świecie wewnętrznym?
Zatem wydaje mi się, że chyba oświecenie to tylko fragment zrozumienia natury duchowej rzeczywistości, który wcale nie jest celem samym w sobie, ani szczytem rozwoju naszej świadomości. Niestety chyba wielu uznaje, że tak właśnie jest. Bo dla mnie jakakolwiek istota nie mająca zielonego pojęcia o naturze tego co obecnie dzieje się na planecie oraz z ludzkością, nie rozumiejąca w ogóle szerszego aspektu kosmicznego tych wydarzeń, utknęła w swoim małym światku ograniczonej percepcji.
Jak mówię, może czegoś nie rozumiem, ale czyż życie nie jest proste a jego zasady klarowne i czytelne? Po co walczyć z ego jak z wrogiem, robić codzienną musztrę,  trenować, trenować, trenować, ćwiczyć techniki… i co? A gdzie w tym wszystkim zwykła radość z życia, miłość, radość z przebywania z ludźmi? Po co tak komplikować życie?Medytacja to każdy świadomy moment życia, a prawdziwe oświecenie to zrozumienie, że wszyscy jesteśmy jednością, a miłość jest sednem istnienia. Radujmy się, żyjmy świadomie i wybierajmy pełnię wolności! Co tu komplikować? Po co to samobiczowanie…?
To ja już wolę oświecenie w wersji i wcieleniu Ghandiego – to był konkretny człowiek, konkretna filozofia i prawdziwa, kompletna wizja wolnego świata, wolnej ludzkości…
Ten wpis został opublikowany w kategorii Natura rzeczywistości, Świadome życie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Oświecenie – temat pełen niejasności…

  1. spis stron pisze:

    I’ve been browsing online more than 3 hours today, yet I never found any
    interesting article like yours. It’s pretty worth enough for
    me. In my view, if all website owners and bloggers masde good content ass you did,
    the net will be a loot more useful than ever before.

  2. Radek pisze:

    Myślę, że wszystkich Was zaineresować może strona http://www.artofliving.pl

  3. Tobiasz pisze:

    Oświecenie jest tylko symbolem.. naszych wyobrazen o boskości.
    http://zenforest.wordpress.com/2008/09/02/oswiecenie-wielki-mit/
    warto ten artykuł przeczytać, poza tym, strona zenforest jest bardzo dobra do rozwoju, sam jakiś czas temu z niej korzystałem.

  4. Tobiasz pisze:

    Wedlug mnie to.. „najwiekszą przyjemność sprawia gonienie króliczka, bo gdy się go już złapie, to nie jest to juz takie fajne” albo „wiem, ze nic nie wiem”.. Mam nadzieje ze rozumiecie o co mi chodzi😉

  5. Będziemy organizować drugi ekskluzywny wywiad z Reiko, postaraj się wtedy być a poruszymy te kwestie. To zaledwie godzinny wywiad na podstawie którego wielu wyciąga pochopne wnioski.
    Dam ci znać jak coś się wyklaruje.

  6. Zamieszczam bardzo ciekawy komentarz niejakiej Kate z forum davidicke.pl.:
    wykład był koncertowy-zdecydowanie warto się zapoznać
    choć zen to wyzwanie nie dla każdego, to jednak doświadczenia ludzi, którzy idą tą drogą
    mogą być inspirujące także dla tych co wybierają nieco inną ścieżkę do (…… :ninja: ) – to taka moja osobista refleksja
    porównanie do LW ma sens chyba tylko funkcjonalny – słuchając RR, zwyczajnie wiesz o co chodzi, wiesz co z tego jest dla Ciebie, a co nie jest, po prostu to „gadanie” jest cholernie praktyczne w odróżnieniu od konceptualizmu istot z 5G…
    Zdecydowane widac i słychać , że pani Maria ma duże doświadczenie w prowadzeniu wystąpień i warsztatów. Ma bardzo ciepły tembr głosu i w bardzo fajny sposób opowiada o ścieżce Zen.

    Uważam, że bardzo słusznie na samym wstępie zaznacza, że nasza wewnętrzna wolność powinna łączyć się z poczuciem odpowiedzialności. Tak jak pisał Erich Fromm w „Ucieczce od wolności” są jej dwa rodzaje: wolność od i wolność do. Tą pierwszą bardzo często praktykujemy, drugiej unikamy. Bardzo prosto jest walczyć z jakimiś ograniczeniami czy niewiedzą, jednak w mojej ocenie jeszcze trudniejszym zadaniem jest wzięcie odpowiedzialności za świadomie podejmowane przez siebie decyzje oraz ponoszenie konsekwencji dokonywanych przez nas wyborów, kiedy znikają „wszelkie usprawiedliwienia”.

    Jednocześnie również uważam za świętą prawdę, że oświecenie to po prostu postawa, która „zaczyna się” w momencie w którym potrafisz wyjść poza swój umysł: a pod tym stwierdzeniem rozumiem fakt, że w pewnym momencie życia jesteśmy w stanie dostrzec i pojąc, że nie jesteśmy tylko swoimi myślami , emocjami oraz wyobrażeniami na swój temat i otaczającego nas świata, jesteśmy CZYMŚ WIĘCEJ.

    Wgląd jest faktycznie wstępem do dalszej pracy…. Oświecenie jak dla mnie wyraża się najpełniej w umiejętności dostrzeżenia majestatu i głębi Stworzenia w codziennym kubku kawy oraz całej reszcie prozaicznych czynności jakie każdego dnia wykonujemy…. Dlatego – znów zgadzam się z tym co usłyszałam. Oświecenie to codzienności wyrażająca się w praktykowaniu życia z należytą uważnością, zrozumieniem. To coś, co ciężko oddać słowami, bo owo „coś” przekracza słowa jednocześnie je zawierając.

    Idąc dalej za Pania Marią:
    Oczywiście, że prawdziwa siła bierze się z wewnątrz nas. Jak dla mnie to jasne i zrozumiałe. Głębia, opieranie się na tym kim jesteś, świadomość istnienia na wielu poziomach, budowanie zaufania do samego siebie jako do niepodległej Istoty, która może być naturalnie wolna od ograniczających programów (czyli od EGO w nomenklaturze Zen jak sądzę) funkcjonujących w umyśle JEDNOCZEŚNIE MAJĄC NAD NIMI WŁADZĘ- to wszystko jak dla mnie również święta prawda.

    Pani Rhosi zdaje się emanować mnóstwem ciepła- to fakt. Jednak jeśli już tu się tradycją stała ocena czyjejś prezencji to jak na to co udało mi się „wysłyszec”, to tembr głosu tej pani zmienił się znacznie w momencie w którym zaczęła odpowiadać na pytania, jak również ogólny jej Viral…. Mruga Nie jest to jednak kwestia najważniejsza: pani Maria jest mądrą kobietą, jednak jak na moje również można byłoby się i w jej ekspersji do czegoś przyczepić- dlatego w mojej ocenie znów wszystko sprowadza się do prostego li faktu, że jesteśmy ludźmi i podlegamy ograniczeniom tej właśnie ludzkiej formy za pomocą której eksplorujemy rzeczywistość (tylko proszę nie stosować redukcjonizmu do tej części mojej wypowiedzi- on nie przeczy temu co powiedziałam wcześniej) Dlatego też nie uważam, żeby człowiek prawdziwie oświecony był w pełni wolny od ludzkich przywar, wad, wahnięc, wszelkiego rodzaju nieciągłości. Jeśli można oświecenie jakoś mierzyc swoją percepcją, to dla mnie „poziom” oświecenia wyraża się w poziomie wewnętrznej dynamicznej spójności jaką dany człowiek przejawia- jednak mam świadomośc, że może być to moja subiektywna miara, dla mnie słuszna i niezawodna, nie roszcząca jednak sobie prawa do bycia nie znoszącą sprzeciwu oczywistością Mruga

    Jak na moje – to na czym Rhosi się skupia, to dostarczenie narzędzi do tego, aby wydostać się ponad umysł, umieć go dostrzec oraz ponad niego się wznieść. To umysł jest producentem wszelkiego rodzaju rewelacji jakimi kierujemy się w życiu- jednak jest to system rządzący się swoimi prawami, a jego największa zawodność polega na tym, że „odpala” często programy, które niekoniecznie są zwyczajną odpowiedzią na zaistniałe warunki rzeczywistości, ale projekcją różnych „filmów” jakie w trakcie naszego życia są nam systematycznie wgrywane. Myślę, że współczesna psychologia dość dokładnie zbadała obszar różnych mechanizmów umysłowych, nie będę się w nie wgłębiać żeby wyjaśniać ich zwodniczość jeśli nie jesteśmy świadomi w jaki sposób działają. Uważam też, że Zen jak najbardziej jest dobrym sposobem na to, by ponad umysł wyjść i przyjrzeć się owym „filmom” z perspektywy widza i obserwatora a NIE UCZESTNIKA.

    Istność którą jest całość Nas- włączając to UMYSŁ, nawiguje całością naszego istnienia, by wypełnić świadomością przestrzeń naszego Ja- tak to postrzegam. Jeśli dobrze zrozumiałam przekaz pani Marii- stara się ona wskazać, że wędrując poza umysł można tą Istność dostrzec, a tym samym odnaleźć kolejny (celowo używam tego właśnie słowa: KOLEJNY nie INNY) poziom czy aspekt naszego istnienia.

    Przyznaję absolutną rację praktycznie całemu przekazowi pani Rhosi ( z małym wyjątkiem, ale o tym dalej), jednak, jak sama ona nawet podkreśla to o czym ona mówi jest PODSTAWĄ. Stara się pobudzić umysły, żeby stały się bardziej wyostrzone- to są jej słowa (piszę to słuchając na bieżąco tego wystąpienia).

    I w tym momencie się pewnie narażę wielu osobom za słowa jakie tu nastąpią- jednak dla mnie osobiście to za mało- w sensie: to co pani Maria mówi i przekazuje jest w moim odczuciu szczerą prawdą- ale ja…. potrzebuję iść jeszcze dalej, czuję pewien niedosyt…. Smutny . Dla mnie miejsce do którego odsyła (przynajmniej w tym wystąpieniu) to pierwszy szczebel drabiny po której możemy wspinać się ponad to, co do tej pory znaliśmy. Pierwszy – jednocześnie niezbędny do dla podjęcia dalszej wędrówki, dlatego tak bardzo istotny.

    Pozwolę sobie popełnić to obrazoburstwo i stwierdzić, że nie jestem adresatem tego przekazu, a twierdzic mi tak pozwala silne odczucie, że wszystkie te zalecenia są mi w jakiś sposób znane i już „przerobione”. Po prostu to wszystko o czym pani Maria mówi jest dla mnie jasne, rozumiem to oraz mam poczucie, że nie dowiaduję się przez to niczego nowego dla siebie Smutny

    A „pytania” nadal mi się pojawiają, tylko mają nieco inny zakres i dotyczą co prawda tych samych rzeczy, jednak mają inny charakter- i nawet nie jestem w stanie oddac słowami jaki dokładnie- musiałabym tu zamieścić jakąś dynamicznie zmieniającą się figurę prestrzenną po to by przedstawić to co mam na myśli- a niestety takich możliwości nie mam Smutny

    Wracając jednak do tej „przestrzeni ponadumysłowej” – jednym z takich „pytań ” (celowo umieszczam przy tym słowie cudzysłów) jest co robić dalej kiedy już wiem, ze niczego nie musze szukać, bo już wszystko mam, bo wiem, że jestem obywatelem innych wymiarów, bo mam zaufanie do siebie, bo doświadczam tego, że mogę sobie zaufać, mogę na siebie liczyć i mogę na sobie właśnie polegać, – przytaczając cały szereg tych miękkich i bardzo fajnych skąd inąd słów pani Marii. Znów pewnie mi się dostanie jak to powiem- no ale nie mogę już tego tu nie zrobić: wykład pani Marii nie dostarcza mi INFORMACJI I WSKAZÓWEK na to jak wygląda ta przestrzeń „poza umysłem” (znów celowy cudzysłów, bo to określenie jest na maxa nieprecyzyjne) i jak się dalej w niej ‘poruszać’ ze zrozumieniem najbardziej adekwatnym do tej „nowej rzeczywistości”, jaka się na okoliczność wyjścia poza umysł otwiera.

    Jest jednak rzecz, która nie do końca mi się podoba- jednak dotyczy to całej filozofii Zen i mam mieszane odczucia na temat ogólnej, odgórnej intencji stojącej za interpretacją tej kwestii. Jest to ujęcie kategorii Ego.
    W trakcie moich poszukiwań wielokrotnie mnie zrażało to, że ścieżki wschodnie tak po macoszemu EGO traktują, (pani Rhosi mówi, że ono czasami „atakuje jak hydra”), jakby to było coś, czemu trzeba byłoby zaprzeczyć, zniszczyć, wykorzenić. Nie do końca mogę się z tym zgodzić. Dla mnie EGO to jakieś narzędzie zwykle tkwiące w umyśle (oraz w ciele), które odpowiada najpewniej za poczucie tożsamości w konkretnej inkarnacji czy coś w tym stylu. Dlaczego się negatywnie odnosić do czegoś, co jest częścią nas? Trzeba po prostu pilnować, żeby za bardzo nie urosło i nie napęczniało jakimiś „wyobrażeniami” czy „iluzjami” i żeby rozwijało się w dobrym kierunku – „do środka” właśnie (tu się zgodzę). To dla mnie właśnie łączy się z odpowiedzialnością o której mówiła wcześniej pani Maria.

    Jakoś nie widzę jednak możliwości zdrowego funkcjonowania w tej rzeczywistości, bez zdrowego Ego.
    W mojej ocenie trzeba wiedzieć że się je ma, kochać i pielęgnować, dbając o zdrowy jego rozwój pamiętając jednocześnie, że EGO to nie JA. Pani Maria mówi, że „kiedy ego idzie w głąb, to musi zginąc”.
    Ojej. W pewnym sensie -w moim odczuciu można tak powiedzieć- jednak ośmielę się stwierdzić, że taka interpretacja może być prawdziwa jedynie względem pewnego układu odniesienia. W innym – można byłoby stwierdzić coś odwrotnego. Jednak nie będę tego rozwijała, bo skoczymy za daleko i namnożą się niepotrzebne w tym akurat punkcie dyskusje, za głęboko znów to by sięgało.

    Pani Rhosi mówi, że jeśli ktoś nie wkracza na ścieżkę ZEN to dlatego, że go EGO przed tym powstrzymuje. Dodałabym od siebie, że jest jeszcze druga możliwość, podejrzewam, ze znacznie bardziej obrazoburcza w odbiorze: ktoś mógł już punkt do którego wiedzie ta ścieżka po prostu wcześniej przejść, niekoniecznie zen praktykując (zakładam jednak, że w ścieżce Zen zakłada się, że właściwymi adresatami jej przekazu są ludzie, którzy jeszcze nie opanowali „wyjścia” poza umysł, dlatego takie jej stwierdzenie jest jednocześnie w jakiś sposób uzasadnione).

    Podsumowując: uważam, że powinniśmy sobie uporządkować pewne rzeczy, tym bardziej, że tu jakieś tło zawodów jakoś samoistnie się naradziło- jak zawsze pocieszny w swoich wypowiedziach Inspek zauważył (Inspek- serio z całą sympatią do Ciebie🙂 ) Tymczasem -moim zdaniem – takie porównanie kompletnie mija się z celem, ponieważ obszary o których mówią pani Rajska i pani Maria dotyczą nieco odmiennych zakresów i mają różnych adresatów. To tak jakby porównywać fale radiowe i świetlne o orzekać które są „lepsze”. Jak dla mnie odpowiedź jest taka, że obie łącznie dają szerszy obraz rzeczywistości. Błędem jest którąś z nich „wybierac” tak ogólnie- w kontekście jednak „własnego czasu” paradoksalnie takiego wyboru wręcz należy dokonac, żeby nie zrobic sobie krzywdy (ale teraz nieścisłośc popełniłam tymi słowami – nie? Ale w tym paradoksie tkwi odpowiedź…… nie, nie najadłam się grzybów jakby ktoś pytał😆 ) Z takiego dualistycznego sposobu (czyli orzeknij co lepsze co gorsze) postrzegania jak sądzę wynika cała „awantura o Rajską” oraz cały szereg innych awantur.
    I teraz szczerze powiedziawszy dopiero w trakcie pisania tego artykułu stało się dla mnie jasne dlaczego tak się dzieje, że „Rajskie rewelacje” są tak często negatywie odbierane, wcześniej tego naprawdę nie rozumiałam. Oj ….

    Sobie piwa naważę, ale muszę to napisać, no bo się nie da inaczej. Bardzo przepraszam, jeśli ktoś poczuje się w tym punkcie urażony- moim celem jest jedynie stwierdzenie faktu, a nie stawianie kogokolwiek na piedestale czy kogokolwiek deprecjonowanie. Uczulam na to, by uważnie czytac te słowa nie przydawac im jedynie powierzchownych, literalnych interpretacji. W mojej prywatnej ocenie, „punkt” czy „miejsce” do którego prowadzi pani Maria oraz przekroczenie go jest warunkiem niezbędnym do tego, żeby „skleić” to co mówi Rajska. Powiem jeszcze więcej- jeśli próbujemy to co Rajska mówi interpretować i przerabiać jeszcze nie opanowawszy umiejętności swobodnego wychodzenia poza umysł, to faktycznie powinno się te treści rozpatrywać bardzo ostrożnie bo one faktycznie mogą „zabiajac człowieka w człowieku”, mogą „zabijać uczucia”, wprowadzać chaos i poczucie niespójności, zagubienia, powodować niefajne odczucia.

    Podkreślam raz jeszcze- absolutnie nie neguję oglądu rzeczywistości prezentowanego przez panią Rhosi. Nie wskazuję na to, która wizja jest bardziej słuszna a która mniej słuszna- obie są słuszne jednak w odniesieniu do „odrębnych” (to znowu bardzo kalekie słowo jeśli chodzi o opis tego co chciałabym „nim” przekazac) zakresów „spektrum świadomości” gdzie te spektra są ze sobą połączone w całość (ach, te paradoksy….), więc jedno drugiemu nie przeczy- (polecam lekturę Kena Wilbera. )Gdzie mówiąc o owych zakresach zakładamy, że rzeczywistość jest zbudowana holarchicznie i jest sumą narastających całości (czyli innymi słowy ma budowę fraktalną). Tym samym proponowałabym jakieś wyścigi Rajska- Rhosi uznać za zakończone- przynajmniej w mojej ocenie stawianie sprawy w ten sposób jest niedorzeczne.

  7. zbys pisze:

    Przypomniała mi się taka przypowieść o oświeceniu, jednakże nie pamiętam źródła i dokładnie jak to lecialo…ale mniej więcej taki motyw. Idzie starzec z workiem ziemniaków na plecach i nagle doznaje oświecenia, co robi? zatrzymuje się i zrzuca ciężki worek. Co robi potem? Ano bierze swój worek z powrotem na plecy i idzie dalej swoją drogą🙂

  8. OK być może masz rację, niemniej ja nadal nie rozumiem jak ona może żyć poza systemem – je tą samą wodę, oddycha tym samym powietrzem i zapewne płaci podatki

    Jedna kwestia – czy wcielanie się tutaj polega na ucieczce w duchowość? Czy jednak wcielamy się tutaj by coś zrobić, działać?

    Bo Ty tutaj postawiłeś jakby sprawę, że ALBO ALBO – albo duchowość albo „babranie się w błocie”, a przecież jest wielu ludzi którzy to łączyli!

    Mało tego – uważam, że to właśnie takie połączenie jest idealne. OK – oświecenie dla mnie ok – ale co ja z tego wniosę do otoczenia, W końcu po to się tutaj wcieliliśmy jak sądzę, by coś podziałać, wprowadzić to w zycie.

    I to nie jest babranie się w błocie – tylko DOŚWIADCZANIE!!!!!

    PIĘKNA przygoda w nawiasie mówiąc

  9. redmuluc pisze:

    He he wiedziałem że zwrócisz uwagę na to moje pytanie.
    Powiem Ci mnie też to zastanowiło…ale wiem dlaczego tak jest.
    Bo Oni nie czują tej manipulacji, są w pełni wolnymi ludźmi i Reiko patry na naszą rzeczywistość z innego kompletnie punktu widzenia. To tak jakbyś wchodził po krętych schodach do góry o których mówił David Icke i widział wszytko z większej perspektywy. Bo z tego punktu widzenia innego niż my może wyglądać to kompletnie inaczej. Każdy wg nich ma wybór aby iść drogą samodyscypliny i dojść do Oświecenia. zadaj sobie pytanie ? czy ONI muszą być odpowiedzialni za nas ? Czy istoty praktykujące duchowość muszą koniecznie zajmować się tym co MY ? Może jej zadaniem jest nie zaprzątanie sobie głowy zabawami dzieci w piaskownicy i walkę o władze nad kulką błota którą tak się MY przejmujemy. Dlaczego zakładasz że to ma być też ich obowiązek ? To tak jakbyś zakładał że dyrektor ma wykonywać obowiązki dozorcy aby zamykać co wieczór bramę przed złodziejami. Czy sądzisz aby jej droga do mądrości była pełna gdyby musiała rozpraszać maksimum swojej uwagi na spiski ?

    Wiesz ja też ćwiczyłem dosyć zaawansowane medytacje, np wejście w stan Nadświadomości, wtedy następuje coś absolutnie niesamowitego – bo wyobraź sobie że wypadasz z czasu i jedna sekunda może trwać tysiąc lat , bo to tak absurdalne uczucie że nie masz zielonego pojęcia co stało się z czasem, nagle go nie ma…nie czujesz go, nie istnieje nie masz pojęcia ile tam jesteś a chciałbyś zostać na zawsze …Jak myślisz czy w tym stanie przyszło by ci do głowy martwienie się o Ludzkość GMO Illuminati ? Gwarantuje Ci że nie jesteś w stanie tego zrobić bo przestrzeń jaka się przed tobą otwiera przypomina otwarcie okna z dusznego ziemskiego pokoju. Wyglądasz i patrzysz jak czas przestał istnieć… i co dalej ?
    Dalej już tylko wszechświat…i ja tak się czułem.
    Dlatego z punktu widzenia mojego doświadczenia o którym mi przypomniała…wiem że manipulacja nie istnieje.
    Bo jesteś daleko daleko poza nią, czy tacy ludzie są potrzebni ? Czy nie zostawiłbyś takiego człowieka w spokoju aby realizował swoje cele ?

    Napisałeś „oświecenie to tylko fragment zrozumienia natury duchowej rzeczywistości”…
    Moim zdaniem brak Ci praktyki i tych doświadczeń jak np OOBE czy magia kahunów..i tam też w tych stanach kiedy czujesz odpowiedź i kontakt i energię która po prostu cię uderza…miałbyś czas na myślenie o spiskach..to absolutnie zabronione bo akurat wtedy twoja myśl musi być pod kontrolą i ma być ostra jak żyleta.
    Takich przykładów mogę mnożyć bardzo wiele.

    Nie wszyscy którzy przychodzą na ten świat muszą interesować się tym co MY , w czasie medytacji pozbywasz się myśli jak robactwa czy wirusów. Żyjesz innymi kategoriami.

    Zadaniem Reiko jest utrzymać tą ścieżkę duchową w mocy wykonawczej, coś jak dalekie połączenie galaktyczne Stargate, naszym zadaniem jest obrona bazy aby wróg się nie przedostał i jej nie zniszczył…myśl w tych kategoriach a wtedy zrozumiesz głębię i sens takich działań. Bo ona nie musi nawet widzieć co się dzieje na zewnątrz kiedy my walczymy.

    Pozdrawiam🙂

  10. ada pisze:

    Termin „OŚWIECONY” ,czy „PRZEBUDZENIE KUNDALINI” w naszym kraju ,kulturze jest mało znany.
    Na stronie do której podaje link zwyczajna osoba ,jak siebie sama określa pewnego dnia doświadcza
    czegoś niesamowitego,po długim czasie dowiaduje się(odkrywa),że przebudziła się jej energia kundalini,a przez jej ciało (czakry )płynie na Ziemie energia.Myślę ,że niewiele osób zdaje sobie sprawę z jakimi bólami
    i przeciążeniami fizycznymi i psychicznymi to się wiąże.O wielu rzeczach mamy wyimaginowane zdanie.
    Dlatego nie powinniśmy zbyt szybko oceniać ludzi,póki ich dobrze nie poznamy.
    Swoje oraz innych doświadczenia z przebudzenia kundalini umieściła na stronie.
    Wynika z nich ,że nasz rozwój duchowy nie zawsze jest lekki,łatwy i przyjemny .

    „Z każdym rokiem elektryczny strumień energii nasila się, czasami jest tak silny, że całym moim ciałem trzęsie a między swoimi palcami słyszę wyładowania elektryczne. Dzisiaj jestem już w stanie utrzymać tą wielką energię, ale pamiętam potężne uciski energii rozrywającej mi kości czaszki na tysiące kawałków. Nie byłam w stanie sprostać najdrobniejszym zadaniom. Oczy same mi się zamykały a głowa była bardzo ciężka, nie zdolna do żadnego myślenia. Moje życie było bardzo uciążliwe. Chociaż pracowałam nad sobą to jednak efekt był taki, że w czasie medytacji wyzwalała się jeszcze silniejsza energia i w całym ciele czułam niewygodny magnetyzm. Nadszedł czas, że zaczęłam znikać … w chwili wyciszenia się; w czasie medytacji czy modlitwy przestałam bywać w swoim ciele. Tak jest do dnia dzisiejszego. Najpotężniejsze fale energii wnikają w moje ciało o 2-3 w nocy. Wzdłuż kręgosłupa płynie rwąca rzeka a w głowie słyszę granie podobne do wyładowań w elektrowni. Energie pędzą z zawrotną szybkością niczym wyścigowe samochodziki na torach wyścigowych. Zmienił mi się kształt czaszki, na czubku głowy, który jest nadal bardzo obolały mam długi garb. Zmieniły się kości czołowe. W roku 2003 w środku czoła pojawiło się kółko wielkości średniej monety, czuję tam w głębi tępy ból.”
    …..”
    Od ośmiu lat obserwują w swoim ciele dziwne zachowania energii. Był czas kiedy mnie ten stan smucił. Gwałtowne symptomy kosmicznego światła nie kojarzyły mi się z nowym życiem tylko ze śmiercią. Pierwsze trzy lata były dla mnie najtrudniejszym okresem, całe moje ciało było wypełnione fizycznym bólem, cierpiałam w 100% świadomie, nigdy nie brałam żadnych środków farmakologicznych tylko sama zmagałam się z niewygodnymi symptomami. Od samego początku bardzo mocno dokuczała mi głowa. Pamiętam okres kiedy zmagałam się z problemami sercowymi. Jednak te problemy szybko ustabilizowały się i przestały istnieć. Poczułam, że w klatce piersiowej zapanowała wielka cisza i błogi spokój… niewiarygodny spokój. Nie mogłam uwierzyć, że odpłynęły ode mnie wszystkie obawy, lęki, przestałam martwić się o własne życie i przyszłość. Nagle dziwnie zobojętniałam … i poczułam się jak nowonarodzona.

    W mojej głowie była niczym fabryka, ciągle coś tam się działo. A do tego miałam bez przerwy wrażenie, że mam do czubka głowy podłączoną linię wysokiego napięcia. Czułam jak w czubek głowy uderza mnie prąd elektryczny niczym strumienie magnetycznego deszczu. W czerwcu 2001 spotykałam się z Billym – psychiatrą. Bill był pierwszym człowiekiem, który mnie doskonale rozumiał, wiedział skąd pochodzi mój problem. Wyjaśnił mi wiele zawiłości człowiek-Uniwersum, dał sporo lektur na temat kosmicznych energii i powiedział mi, że muszę sama przejść przez tą drogę i nikt mi nie pomoże. Jakaż wówczas czułam się zmęczona, wyczerpana i bezsilna. Wydawało mi się, że nie zdołam tak dłużej żyć, nawet jednego miesiąca ponad to co już przeżyłam. A jednak przetrwałam w podobny sposób jeszcze długie lata.

    W roku 2000 żyłam tylko problemami budzącego się Kundalini. Przyszedł czas kiedy zrozumiałam, że Kundalini to tylko część mojego problemu a proces jaki się toczy w moim ciele jest dużo głębszy – przebudzenie świetlistego ciała.

    Kosmiczny ogień aktywował świetliste ciało, czułam w sobie wyraźnie inny typ energii, który wnikał we mnie z góry przez siódmą czakrę. Wpływająca elektryczna fala wnikała i spływała z góry w dół. Uderzenie tej energii powodowało w moim ciele wielką gorączkę. Czułam jak strumyki energii rozpływały się po moich tkankach niczym gorący ogień.

    Z każdym rokiem elektryczny strumień energii nasila się, czasami jest tak silny, że całym moim ciałem trzęsie a między swoimi palcami słyszę wyładowania elektryczne. Dzisiaj jestem już w stanie utrzymać tą wielką energię, ale pamiętam potężne uciski energii rozrywającej mi kości czaszki na tysiące kawałków. Nie byłam w stanie sprostać najdrobniejszym zadaniom. Oczy same mi się zamykały a głowa była bardzo ciężka, nie zdolna do żadnego myślenia. Moje życie było bardzo uciążliwe. Chociaż pracowałam nad sobą to jednak efekt był taki, że w czasie medytacji wyzwalała się jeszcze silniejsza energia i w całym ciele czułam niewygodny magnetyzm. Nadszedł czas, że zaczęłam znikać … w chwili wyciszenia się; w czasie medytacji czy modlitwy przestałam bywać w swoim ciele. Tak jest do dnia dzisiejszego. Najpotężniejsze fale energii wnikają w moje ciało o 2-3 w nocy. Wzdłuż kręgosłupa płynie rwąca rzeka a w głowie słyszę granie podobne do wyładowań w elektrowni. Energie pędzą z zawrotną szybkością niczym wyścigowe samochodziki na torach wyścigowych. Zmienił mi się kształt czaszki, na czubku głowy, który jest nadal bardzo obolały mam długi garb. Zmieniły się kości czołowe. W roku 2003 w środku czoła pojawiło się kółko wielkości średniej monety, czuję tam w głębi tępy ból.

    Nowy cykl w jaki wchodzi człowiek jest bardzo intensywny i potężny. Nie jest okresem szybkich zmian, miną długie miesiące i lata zanim nastąpią przemiany. Kosmiczna świadomość zanim otworzy duchowe wnętrze, psychiczne moce i mądrość musi dokonać wiele zmian w każdej jednej komórce. Nowy świat w jaki wchodzimy niesie nowe życie. Proces wniebowstąpienia zmieni ludzkie ciało na wielowymiarowe, a czakra serca będzie kluczem do wysokiej świadomości.

    Pozwoliłam sobie wspomnieć jeszcze raz o kilku moich objawach fizycznych. Kontakt z wyższymi energiami objawia się na wielu płaszczyznach. Objawy fizyczne chociaż tak mocno bagatelizowane przez większość ludzi otwierają niebiańskie okna na światło. Objawy zawsze będą zróżnicowane, ale wiem, że wchodzenie wyższych energii do ciała przez szyszynkę przyniesie za sobą szumienie w uszach podobne do wiatru, dudnienia pociągu, zawroty głowy niczym falowanie wody, senność, wzmaga się wibracja ciała, pojawiają się wokoło żywe i tańczące kolory. Wchodzenie w ciało silnego strumienia energii powodowało u mnie omdlenia.

    Często nagle włączają się w głowie inne dźwięki, mniej lub bardziej intensywne, przypominają granie fletów, śpiew ptaków, szumienie wody czy nieziemską muzykę. Z każdym rokiem obserwuje jak mocno wycisza się świat myśli, Z początku procesu wszystkie nawet najdrobniejsze dolegliwości fizyczne bywają bardzo dokuczliwe. Przychodzi jednak dzień, że nawet te duże problemy bledną i subtelnieją. Proces wnikania energii nie kończy się. Przebudzenie to tylko początek wielkiego zadania, praca ponad siły, mało osób zdaje sobie sprawę jaki to jest niezmierny trud wychodzić na stopnie wyższego rozwoju duchowego. Nie ma na tej drodze czegoś takiego jak sukces i spoczynek. Kto raz obudzi w sobie świetlisty kod musi iść dalej. Na ścieżce duchowej nie można pozwolić sobie na zaśnięcie. Jeśli chcesz wniebowstąpić musisz nauczyć się żyć tak, abyś w każdej chwili mógł odwrócić się od swojego ziemskiego życia, przeszłości, rodziny, swoich marzeń, gonitwą za bogactwem. Należy umieć stworzyć sobie własny indywidualny wzorzec. Umieć uświadomić sobie prawdziwą rzeczywistość i podążyć do wyznaczonego celu. Podążając za głosem wewnętrznym każdy usłyszy przesłanie co do własnej istoty. Na pewno kiedy podąży za tym głosem odnajdzie swoją drogę i nie spotka go nic złego.

    http://www.vismaya-maitreya.pl/nasze_doswiadczenia_nowy_swiat_czesc9.html

  11. Sabrina pisze:

    Obejrzałam ten filmik z udziałem tej Pani- niestety mnie przekonała mnie:-(

  12. Dorisel pisze:

    Zgadzam się z Tobą…dawno mnie to zastanawiało…szczególnie, ze gdy po raz kolejny rozmawiam z kolejna „oświeconą „,wyjątkowo uzdolnioną lub natchnioną osoba …a gdy przedstawiam inny punkt widzenia…czasem dla zasady:)…natychmiast jestem kategorycznie i najczęściej z oburzeniem pouczana i ustawiana na Jej tylko znane i jedynie prawdziwe tory myślowe. Liczy się tylko ich prawda, ich spojrzenie na Świat i ludzi . Zero tolerancji, zrozumienia innych i zwykłej radości życia. A mnie to nie przekonuje, ponieważ prawda , a co za tym idzie oświecenie musi być dostępna dla każdego człowieka. Bóg nie segregowałby ludzi🙂 Dlatego idę swoją ścieżką i radzę zrobić tak samo ,a teorie oświeceniowe traktować w przymrużeniem oka…wtedy może nie koniecznie zostaniemy „na poważnie” oświeceni, ale na pewno przyjemnie, z sercem i uśmiechem przejdziemy przez życie.
    Pozdrowionka:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s